Brytyjskie OZE bez napędu

Azjatyckie porozumienie o OZE

Świętowanie najbardziej „zielonego” roku dla energetyki przerwały w ubiegłym tygodniu miażdżące dane dot. nowych inwestycji w OZE. Komentatorzy w Londynie nie mają wątpliwości: to chaotyczne działania rządu skutecznie zniechęciły przedsiębiorców.

Brytyjska energetyka ma za sobą wyjątkowy rok: 21 kwietnia 2017 r., po raz pierwszy od czasów rewolucji przemysłowej, krajowa gospodarka przez całą dobę nie otrzymała nawet kilowatogodziny z elektrowni węglowych. Maj i czerwiec upłynęły Wyspiarzom pod hasłem rekordów produkcji w fotowoltaice, zaś jesień i zima to najlepszy w historii okres dla energetyki wiatrowej.

Ten sielankowy nastrój zaburzył jednak opublikowany w ubiegłym tygodniu przez Bloomberg New Energy Finance (BNEF) raport, który pokazuje dramatyczny stan brytyjskich inwestycji w sektorze.

Powrót do przeszłości

Światowe inwestycje w zieloną energię wyniosły w 2017 r. roku ponad 330 mld dolarów i wzrosły w porównaniu do 2016 r. o 3 procent. Na pozycję lidera wybija się energetyka słoneczna:

Tymczasem Londyn drapie się po głowie i notuje aż 56-procentowy spadek. Szacowane łącznie na 10,3 mld dolarów inwestycje to najmniejsza od lat kwota i krok wstecz do roku 2008, w którym brytyjski system wsparcia zaczął nabierać tempa. Tymczasem rekordowe dane po stronie generacji to zdaniem komentatorów efekt właśnie poczynionych w ostatnich latach inwestycji, które zostały w ostatnich miesiącach ukończone. Tymczasem sektor zaczyna nagle tracić paliwo, a po najlepszym dla zielonych inwestycji okresie lat 2010-2015 i konserwatywno-liberalnej koalicji Cameron-Clegg nie ma już prawie śladu.

Czy leci z nami pilot?

Trudną sytuację brytyjskiego rynku obrazuje również fakt, że niemal połowę ubieglorocznych inwestycji stanowi decyzja duńskiego koncernu Ørsted (dawny Dong Energy) o budowie na wschodnim wybrzeżu Wielkiej Brytanii morskiej farmy wiatrowej Hornsea 2. Gdyby nie warta ponad 4,8 mld dolarów inwestycja, moglibyśmy mówić o nawet 75-procentowym spadku inwestycji na Wyspach. – Zielona retoryka rządu to nic innego jak puste obietnice. Jego ideologicznie prowadzona polityka jet oderwana  od czystej energii słonecznej i wiatru na lądzie, co wywołało strach inwestorów – mówi brytyjski minister energii w Gabinecie Cieni, Alan Whitehead. Negatywnie o ruchach brytyjskiego rządu wypowiadają się zresztą nie tylko przedstawiciele opozycji, ale także biznesu. Odpowiedzialny za offshore dyrektor Innogy SE Paul Cowling okreslił brytyjską politykę jako „cykliczną”, obrazując w ten sposób nieustanne zwroty w systemie wsparcia i brak czytelnego harmonogramu aukcji dla nowych instalacji. W podobnym tonie wypowiedział się również nawołujący do większej transparentności rządowych ruchów analityk Bloomberga, Keegan Kruger.

Co stawia pod znakiem zapytania realizację założonych przez brytyjski rząd celów? O tym w dalszej części artykułu na portalu WysokieNapiecie.pl

    Dodaj komentarz

Poprzedni artykuł

W 2017 roku wiatraki wyprodukowały na Litwie rekordową ilość energii

Następny artykuł

Energooszczędność – cel nowoczesnego budownictwa jednorodzinnego

Mogą też Ci się spodobać...



Tagi: ,