Elektrycznym samochodem po Afryce

Wnuk znanego polskiego podróżnika, Arkadego Fiedlera rozpoczął właśnie wyprawę samochodem elektrycznym przez Afrykę. Arkady Paweł Fiedler odziedziczył po dziadku nie tylko imię, ale także zamiłowanie do podróży. W cztery miesiące ma zamiar pokonać ponad 15 tysięcy kilometrów, wykorzystując do tego elektrycznego Nissana LEAF.

Samochód wysłany został do Afryki na początku stycznia, ale sama podróż rozpocznie się dopiero 5 lutego. Podróżnik wyruszyć chce z Kapsztadu i trasą przez RPA, Namibię, Angolę, Kongo, Gabon, Kamerun, Nigerię, Benin, Togo, Ghanę, Burkina Faso, Mali, Gwineę, Mauretanię i Maroko dotrzeć do Tangeru.

Ekspedycja „Electric Explorer African Challenge” nie jest ani pierwszą wyprawą samochodową po Afryce Fiedlera, ani pierwszą jego wyprawą autem elektrycznym. W 2015 roku podróżnik pokonał ponad 16 tysięcy kilometrów afrykańskich dróg turkusowym maluchem, natomiast od lipca 2017 roku Nissanem LEAF przejechał 10 tysięcy kilometrów wzdłuż wschodniej granicy Polski.

W wyprawie Fiedlerowi towarzyszyć ma fotograf, Albert Wójtowicz, który dokumentować będzie podróż.

Podróż na wschodzie Polski miała sprawdzić auto. „Jechałem bocznymi, bardzo wymagającymi drogami, także szutrowymi. To był test, który pokazał mi, jak samochód zachowuje się na drogach, gdzie jest pełno nierówności, wybojów i błota”, tłumaczy Fiedler. „Tego rodzaju eksperyment był kluczowy, bo w Afryce czeka na mnie szeroki wachlarz nawierzchni: od niesamowitych, gładkich tras asfaltowych po takie, gdzie dziur jest więcej niż samej drogi”.

Początkowy etap, przez Republikę Południowej Afryki, będzie najprostszy. W kraju tym infrastruktura drogowa jest całkiem dobra, a dostęp do elektryczności nie jest problemem. Jak przewiduje Fiedler, problemy rozpoczną się w Angoli – tam krajobraz jest bardzo górzysty, a dostęp do energii elektrycznej do ładowania pojazdu może być ograniczony.

„Zdaję sobie sprawę, że muszę mieć dobry kontakt z mieszkańcami odwiedzanych państw, bo to oni będą mi pomagać w ładowaniu pojazdu. Planuję trasę w ten sposób, by nie przekraczała 200 km dziennie, choć zasięg auta umożliwia pokonywanie większych odległości. Chcę jednak ze spokojem dojeżdżać do miejsc, w których mogę spodziewać się prądu”, wyjaśnia podróżnik. „Wiem, że są tam wioski lub miasteczka, ale tego, czy jest w nich sieć elektryczna, już nie. Jeżeli nie, to dzięki pomocy mieszkańców będę musiał ładować auto nawet przy pomocy wioskowego agregatu prądotwórczego, co również testuję przed wyjazdem. Mam też przygotowany zestaw wszelkich możliwych przejściówek, kabli i wtyczek na każdą ewentualność”.

Jednym z celów wyprawy jest pokazanie światu, że: „ekologiczna jazda jest możliwa praktycznie wszędzie”, mówi podróżnik. Według niego wybór samochodu elektrycznego to decyzja bardzo praktyczna i dodaje, że jest to „inwestycja, która przy okazji pomaga środowisku”.

Dowiedz się więcej o podróży Arkadego Fiedlera z pierwszej części naszego wywiadu:

Arkady Fiedler samochodem w 100% elektrycznym zamierza przebyć całą Afrykę

    1 komentarz

    1. Flaki oleiste. Co mnie interesuje gość, który jedzie przez Afrykę? On ma z tego fun, a co ja będę miała? Ani odkrycia naukowego, ani zabawy, ani szczególnych emocji, nic. Trochę mi ta cała zabawa przypomina Wielką Narodową Wyprawę Na K2. Podobny poziom przydatności społecznej.

    Dodaj komentarz

Poprzedni artykuł

Naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego biorą udział w projekcie Trainergy

Następny artykuł

TVP pomoże w reklamie polskiego samochodu elektrycznego

Mogą też Ci się spodobać...



Tagi: , , ,
%d bloggers like this: