Free Store karmi potrzebujących w Nowej Zelandii

Kwestia głodu oraz niedostatecznej podaży żywności od pokoleń stanowi nie lada problem, nad którym próbują zapanować kraje oraz instytucje charytatywne z całego świata. Jak to się stało, że w epoce nadprodukcji jedzenia na niektórych obszarach globu panuje głód? Niestety to zagadnienie wydaje się być węzłem gordyjskim i trudno przypuszczać, aby w najbliższym czasie wynaleziono cudowne antidotum na tę bolączkę. Dlatego obecnie musimy się zadowolić jedynie indywidualnymi inicjatywami walczącymi z tym problemem, choć na ograniczonym obszarze.

Doskonałym przykładem ilustrującym ludzką pomysłowość w tym zakresie jest sklep spożywczy w Wellington w Nowej Zelandii, który nieodpłatnie serwuje żywność i pomaga walce z odpadami. Początkowo powstał on jako dwutygodniowy projekt artystyczny, wykonany przez Kim Paton.

Sklep przerodził się w instytucję stałą, przechowującą na półkach nadmiar pokarmów z piekarni i supermarketów. Idea ta przypadła do gustu klientom. Market, gdzie bezpłatnie oddaje się żywność, stał się cennym miejscem spotkań lokalnej społeczności.

„Nie trzeba spełniać konkretnych wymogów, aby do nas zawitać, ponieważ naszym bywalcem może zostać każdy chętny. Można przyjść z jakiegokolwiek powodu i wziąć wszystko, czego tylko się potrzebuje” – powiedział współzałożyciel i dyrektor sklepu Benjamin Johnson.

Odpady żywnościowe stanowią poważny problem społeczny w Nowej Zelandii. Mieszkańcy tego kraju wydają na jedzenie około 625 milionów dolarów rocznie, a według międzynarodowych szacunków całkowita ilość odpadów żywnościowych na świecie wynosi już 1,3 miliarda ton. Jednocześnie w wielu regionach świata ludzie nadal głodują.

„Zobaczyliśmy potencjał w niewykorzystanych pokarmach. Ludzie często kupują żywność i jej nie konsumują, a przecież można nią nakarmić potrzebujących. Ułatwiamy kontakt pomiędzy posiadaczami a odbiorcami – powiedział Johnson.

Funkcjonowanie sklepu z darmową żywnością jest możliwe dzięki pomocy ze strony wolontariuszy, darczyńców i około sześćdziesięciu pięciu dostawców, zlokalizowanych wokół centrum Wellington, chcących dobrze wykorzystać nadmiar jedzenia. Sklep co noc dystrybuuje od 800 do 1500 artykułów żywnościowych. Pozwala to zaoszczędzić około miliona dolarów rocznie.

Pomysł sklepu z darmową żywnością był strzałem w dziesiątkę również z innego powodu. Dzięki tej inicjatywie w czterech innych regionach Nowej Zelandii powstały kolejne obiekty tego typu, dostosowane do konkretnych uwarunkowań.

„Wszystko, czego potrzebujesz, to przestrzeń do pracy, nadmiar żywności, ludzie, którzy cierpią z powodu braku jedzenia, wolontariusze i zaangażowana grupa osób gotowych pomóc ci tego dokonać” – powiedział Johnson.

Jak widać, na pozór niewielka kreatywność jednej osoby może stać się lekarstwem na chorobę, z którą ludzkość od dawna nie potrafi sobie poradzić. I choć takie sklepy, jak te w Nowej Zelandii, nie są jeszcze stałym elementem naszego otoczenia, należy mieć nadzieję, iż zainspirują one kolejnych śmiałków do aktywności w tej dziedzinie.

Previous Article

Ukraińcy stworzyli własny rower elektryczny

Next Article

Niemcy pomogą Indiom w sieciowej integracji odnawialnych źródeł energii

Dodaj komentarz