Macron poprowadzi OZE do sukcesu?

Nowy prezydent Francji, Emmanuel Macron, jasno deklaruje się jako zwolennika odnawialnych źródeł energii. Biorąc pod uwagę fakt, że po wyjściu Wielkiej Brytanii ze wspólnoty Unii Europejskiej, to właśnie Francja oraz Niemcy będą stać na czele UE – pozostali członkowie muszą liczyć się z konsekwencjami swojej niesubordynacji, w tym także Polska.

Co oznacza wybór Macrona dla Europy? Przede wszystkim jasne odstąpienie od węglowej polityki energetycznej, co już za kadencji prezydenta Hollanda było mocno widoczne. Podczas swoich wieców nowo wybrany prezydent ogłaszał dążenie do podwojenia mocy farm wiatrowych oraz fotowoltaicznych, zwiększenie cen pozwoleń na emisję CO2. To jednak tylko niektóre z postulatów. Macron zapowiada, że do 2022 roku Francja nie będzie wydobywać ropy naftowej oraz gazu ziemnego na francuskich wodach terytorialnych, a także zamknie wszystkie działające dotychczas elektrownie węglowe.

Trudne czasy czekają zmotoryzowanych. Według planów podatki na paliwo dostępne na stacjach benzynowych będą wzrastać. Oczkiem w głowie E. Macrona jest wyeliminowanie samochodów spalinowych z francuskich ulic do 2040 roku. Wzrost cen paliw może być jasnym sygnałem dla Francuzów, że nadchodzi najwyższy czas na zmianę swojego dotychczasowego samochodu.

Francuski wybór może być szczególnie ciężki dla Polskiego rządu, jeżeli chodzi o realizację założeń co do inwestowania w OZE. Posłowie wciąż nie traktują „czystych” metod uzyskiwania energii poważnie, co może poskutkować karami finansowymi. W czasach, kiedy Emmanuel Macron stał się polityczną postacią numer jeden we Francji, a także jedną z czołowych w całej Unii Europejskiej, z pewnością nie będzie tolerować w szeregach wspólnoty państwa noszącego miano największego truciciela kontynentu – a na pewno niepobłażliwą ręką. Polska musi wziąć się do pracy, bo w przeciwnym razie czekają nas ciężkie czasy i wiele dyplomatycznych kryzysów.

Previous Article

Opel Ampera-E elektrykiem na każdą kieszeń

Next Article

Wyniki finansowe Tesli gorsze niż zakładano

Dodaj komentarz