Instalacja fotowoltaiczna z magazynem energii

Poznaj orientacyjne koszty

MKiŚ o programie “Moja Elektrownia Wiatrowa”: wsparcie bez gwarancji efektywności?

MKiŚ o programie “Moja Elektrownia Wiatrowa”: wsparcie bez gwarancji efektywności?

Program „Moja Elektrownia Wiatrowa” miał wspierać niezależność energetyczną Polaków. Sygnały z rynku pokazują jednak, że w wielu przypadkach była to inwestycja, której rzeczywisty poziom ryzyka trudno było oszacować przed podjęciem decyzji. Odpowiedź Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) wskazuje, że mogło to wynikać z konstrukcji programu, która przenosiła odpowiedzialność na prosumentów.

925x200 6
Reklama

Program bez punktu odniesienia

Z odpowiedzi resortu wynika jednoznacznie, że „nie określono jednego wskaźnika rocznej produkcji energii (kWh/kWp)”. To nie jest detal – to fundament opłacalności inwestycji. Brak takiego wskaźnika oznacza, że państwo wspierało technologię, dla której nie zdefiniowano minimalnego poziomu efektywności. W praktyce nie było więc narzędzia, które pozwalałoby ocenić, czy instalacja działa zgodnie z założeniami programu.

Ryzyko przerzucone na prosumenta

Ministerstwo wskazuje wprost: „ocena opłacalności inwestycji (…) należała do inwestora”. To kluczowy element całej konstrukcji programu. Prosument – często bez wiedzy technicznej – podejmował decyzję w oparciu o dane producenta i ogólne założenia.

Problem w tym, że mikroinstalacje wiatrowe są jedną z najbardziej nieprzewidywalnych technologii OZE. W warunkach przydomowych – między budynkami, drzewami, przy zmiennej cyrkulacji powietrza – ich rzeczywista produkcja energii może istotnie odbiegać od wartości deklarowanych w dokumentacji technicznej.

W przeciwieństwie do fotowoltaiki, gdzie uzyski można dość precyzyjnie oszacować, w przypadku małych turbin wiatrowych realna produkcja często odbiega od wartości deklarowanych.

Rynek zaczyna mówić jednym głosem

Do redakcji oraz w przestrzeni publicznej trafia coraz więcej sygnałów od użytkowników, którzy wskazują na rozbieżności między deklarowaną a rzeczywistą produkcją energii.

Pojawiają się przypadki instalacji, które pracują mechanicznie, ale nie produkują zauważalnej ilości prądu. W części sytuacji inwestycje finansowane kredytem i dotacją okazują się trudne do uzasadnienia ekonomicznego. Problem ma charakter powtarzalny.

Nie chodzi jednak wyłącznie o warunki, w jakich działają te instalacje. Równie istotny jest sposób zaprojektowania programu – jego założenia, podejście do oceny opłacalności oraz zakres informacji dostępnych dla użytkowników przed podjęciem decyzji.

W tym kontekście widać, że problem nie dotyczy tylko technologii, ale także sposobu jej wprowadzenia do systemu wsparcia.

System bez zabezpieczeń

Ministerstwo podkreśla, że „ewentualne nieprawidłowości (…) powinny być przedmiotem relacji cywilnoprawnej”. W praktyce oznacza to, że państwo nie bierze odpowiedzialności za jakość technologii ani jej efektywność – nawet jeśli inwestycja była współfinansowana ze środków publicznych.

To oznacza, że odpowiedzialność za działanie technologii została przeniesiona na relację między klientem a wykonawcą. W praktyce prosument musi sam udowodnić, że instalacja nie spełnia deklarowanych parametrów – co w przypadku technologii zależnej od warunków lokalnych jest szczególnie trudne.

Beneficjenci z konsekwencjami

Program „Moja Elektrownia Wiatrowa” został zamknięty 20 lutego 2026 roku po wcześniejszym ograniczeniu budżetu i szybkim wyczerpaniu dostępnych środków. Resort zapowiada analizę doświadczeń.

Już dziś widać, że program ujawnił poważny problem w sposobie tworzenia takich programów: wsparcie publiczne zostało powiązane z technologią, której efektywność w skali mikro jest trudna do przewidzenia i jeszcze trudniejsza do zweryfikowania przez użytkownika.

Systemowy błąd czy ryzyko wpisane w technologię?

Problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych instalacji. Dotyczy sposobu projektowania wsparcia. Jeśli:

  • nie ma minimalnych standardów efektywności,
  • nie ma obowiązkowej, niezależnej weryfikacji uzysków,
  • a decyzja opiera się na danych producenta,

to ryzyko przestaje być dodatkiem, a staje się najważniejszą częścią tej inwestycji.

Dla kogo był ten program?

Relacje beneficjentów prowadzą do pytania, czy wsparcie publiczne faktycznie przekłada się na realną produkcję energii i opłacalność takich inwestycji. W praktyce to oni mierzą się z konsekwencjami działania technologii – jej niestabilnością, trudnością w ocenie i niepewnością zwrotu.

Czy program rzeczywiście był projektowany z myślą o użytkowniku, czy raczej o samej dostępności technologii na rynku? W efekcie to użytkownik ponosi ryzyko, które trudno było wcześniej rzetelnie ocenić.

To właśnie ta rozbieżność pokazuje, że problem nie dotyczy wyłącznie technologii, ale także sposobu jej wprowadzenia do systemu wsparcia.

Jeśli skorzystali Państwo z programu „Moja Elektrownia Wiatrowa” i chcą podzielić się swoimi doświadczeniami – zachęcamy do kontaktu z redakcją: [email protected]

Zobacz też: Innowacyjna turbina GUST z Politechniki Łódzkiej z sukcesem w Szwajcarii

Źródła: MKiŚ, własne

Fot. materiał udostępniony przez jednego z beneficjentów programu „Moja Elektrownia Wiatrowa

/Na zdjęciu przykładowa instalacja mikroelektrowni wiatrowej. Artykuł dotyczy zasad programu wsparcia „Moja Elektrownia Wiatrowa” i nie odnosi się do jakości konkretnych urządzeń ani producentów.

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.