Walka o niską emisję trwa cały czas

Kilka dni temu minęło dokładnie dwadzieścia lat od opublikowania pierwszych poważnych badań na temat filtrów cząstek stałych w autach z silnikiem Diesla. Za pracę odpowiadały Empa Academy oraz VERT. Obecnie już ponad trzysta milionów aut na drogach całego świata wyposażone jest w takie filtry, co nie zmienia faktu, że walka o niski poziom emisji trwa nadal.

Pierwsze próby z tego rodzaju filtrami były porażką – w latach 80. XX wieku Daimler-Benz musiał wycofać z tego powodu około dwóch tysięcy uszkodzonych aut. Mimo to już w 1992 roku przykładowo Szwajcaria wprowadziła prawo zobowiązujące do korzystania z takich filtrów w tunelach. Nie ma się co dziwić. „Nie udałoby się utrzymać w tunelach dopuszczalnego stężenia sadzy z silników Diesla, gdyby wykorzystywać tylko wentylację w tunelu” – tłumaczył Andreas Mayer. Dlatego też w 1998 roku powstało VERT, które miało zająć się badaniami nad tą tematyką. Dzisiaj badania tej instytucji i nadawane przez nią certyfikaty są wyznacznikiem jakości. Projektowane tam filtry wyłapują powyżej dziewięćdziesięciu ośmiu procent wszystkich cząstek w klasie od 20 nm do 400 nm.

Filtry cząstek stałych są krytycznym elementem nowoczesnych silników. Od momentu wdrożenia standardu emisji Euro 5 żaden diesel by sobie bez nich nie poradził. W 2019 roku ma zostać wprowadzony standard Euro 6d, co oznacza, że także silniki benzynowe będą wymagały tego rodzaju filtrów.

Fotowoltaika od Columbus Energy

Czy to koniec i organizacje takie jak VERT mogą przestać działać? Nic bardziej mylnego. Obecne normy zezwalają na sześćset miliardów cząstek na kilometr. Naukowcy uważają, że możliwe jest zredukowanie tej wartości dziesięć albo nawet sto razy.

Jednakże na samych cząstkach stałych się nie kończy. Badacze zwracają uwagę, że dwutlenek azotu jest równie niebezpieczny, a ten problem nie jest tak wnikliwie badany. Normy Euro 6d będą dotyczyć tylko nowych aut, co oznacza, że samochody emitujące nadmierne ilości NO2 będą jeździły po drogach Starego Kontynentu jeszcze bardzo długo.

Wśród badaczy toczy się dyskusja o to, co w spalinach jest bardziej szkodliwe dla zdrowia – tlenek węgla, tlenek azotu, dwutlenek azotu, benzen, cząstki stałe, związki rakotwórcze czy może coś jeszcze innego. Niektórzy naukowcy zwracają uwagę na złożone efekty – na przykład cząstki sadzy adsorbują rakotwórcze związki na powierzchni, co ułatwia im dostawanie się do naszych płuc.

„Filtry cząstek stałych i związków azotu to skomplikowane chemiczne fabryki” – powiedział Norbert Heeb. W warunkach, jakie w nich panują, z rozkładanych związków mogą powstawać inne, czasami niebezpieczne, jak tłumaczy Heeb. Koniecznych jest jeszcze wiele badań.

Jan Czerwinski z Uniwersytetu w Brnie zwraca ponadto uwagę, że jeden na dziesięć filtrów jest niesprawny. Konieczna jest identyfikacja tych filtrów, zauważa Czerwinski.

źródło: phys.org