Wiadomości OZE Działacze proekologiczni narażeni na niebezpieczeństwo na Filipinach 14 czerwca 2018 Wiadomości OZE Działacze proekologiczni narażeni na niebezpieczeństwo na Filipinach 14 czerwca 2018 Przeczytaj także Publicystyka Rada Pokoju Trumpa. Co to oznacza dla Europy i Polski Kiedy politycy mówią o pokoju, większość ludzi chce wierzyć, że chodzi o coś dobrego i potrzebnego. Wojny, napięcia i strach stały się codziennością, więc każda inicjatywa zapowiadająca rozmowy i porozumienie brzmi jak promyk nadziei. Problem zaczyna się wtedy, gdy za hasłem „pokój” kryje się układ, którego zasady nie są jasne, a realna władza skupia się w rękach jednego lidera. Energia jądrowa Koniec 40-letniego zakazu? Dania rozważa powrót do atomu Po czterech dekadach zakazu wykorzystywania energetyki jądrowej w skandynawskim kraju, toczą się polityczne dyskusje by dokonać ponownego przełomu w polityce energetycznej. Rząd Dani w zeszłym tygodniu ogłosił, że rozpocznie analizę wykorzystania SMR-ów, jako uzupełnienia dla imponującej w tym kraju produkcji OZE. Organizacje proekologiczne, takie jak m.in. Greenpeace, mają swoje oddziały na całym świecie. Niestety w niektórych krajach wyrażanie swojej opinii może skutkować pozbawieniem wolności, a nawet utratą życia. Do grona takich państw dołączyły Filipiny, gdzie niespełna dwa lata temu rządy objął Rodrigo Duterte. Jednym z priorytetowych działań Duterte’a jest walka z dilerami narkotykowymi, która przybrała charakter partyzanckiej wojny, co dobija się również na proekologicznych aktywistach. Reklama „W Davao zabijałem osobiście. Chciałem pokazać policjantom, że skoro ja mogę, to oni też. Jeździłem po ulicach Davao na motocyklu, patrolowałem ulice, ale też szukałem problemów. Tak naprawdę szukałem konfrontacji, żebym mógł kogoś zabić”, powiedział Rodrigo Duterte kilka chwil po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta Filipin. Wybuchowy i nieprzewidywalny charakter obecnego prezydenta Filipin dał się we znaki m.in. handlarzom narkotyków. Rodrigo Duterte ogłosił, że za każdego zabitego narkomana zapłaci 100 dolarów. Ulice spłynęły krwią, bez jakichkolwiek procesów i sprawiedliwego wymierzania kary. Podobny los spotkał proekologicznych aktywistów. Według organizacji „Kalikasan People’s Network for Enviroment” pod rządami prezydenta Duterte zginęło co najmniej 52 osoby związane z działalnością ekologiczną, 66 osób zostało zatrzymanych, a 240 postawiono fikcyjne zarzuty i oskarżenia. Te przerażające statystyki spowodowały, że Global Witness określił Filipiny mianem drugiego pod względem występujących zagrożeń państwem świata dla aktywistów ekologicznych. Wśród zabitych znalazł się m.in. lokalny działacz Renato Anglao, który intensywnie pracował na rzecz polepszenia bytu lokalnej społeczności. Anglao walczył o przywrócenie praw do 12 tysięcy hektarów ziemi dla lokalnego plemienia, które zostały bezprawnie zabrane przed kilkunastoma laty i oddane osobom powiązanym z władzą oraz właścicielom agrobiznesu, którzy zaczęli na zrabowanych ziemiach tworzyć plantacje ananasów. Plemię Manobo-Pułangihon zostało wypędzone, a ich cały zgromadzony przez lata dobytek przepadł. Anglao nie dokończył swojej walki o te tereny, ponieważ został zabity z broni automatycznej na oczach żony i dziecka. „Jesteśmy tylko profesjonalistami, ale też lokalnymi mieszkańcami, rolnikami i rybakami, których prawa, ziemia i społeczności są niszczone i rabowane przez wielkie korporacje, ale musimy przeciwstawić się tej tyranii za wszelką cenę„, powiedziała Clemente Bautista z proekolgicznej organizacji „Kalikasan People’s Network for Enviroment”. Foto: Toto Lozano Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.