Działacze proekologiczni narażeni na niebezpieczeństwo na Filipinach

Organizacje proekologiczne, takie jak m.in. Greenpeace, mają swoje oddziały na całym świecie. Niestety w niektórych krajach wyrażanie swojej opinii może skutkować pozbawieniem wolności, a nawet utratą życia. Do grona takich państw dołączyły Filipiny, gdzie niespełna dwa lata temu rządy objął Rodrigo Duterte. Jednym z priorytetowych działań Duterte’a jest walka z dilerami narkotykowymi, która przybrała charakter partyzanckiej wojny, co dobija się również na proekologicznych aktywistach.

„W Davao zabijałem osobiście. Chciałem pokazać policjantom, że skoro ja mogę, to oni też. Jeździłem po ulicach Davao na motocyklu, patrolowałem ulice, ale też szukałem problemów. Tak naprawdę szukałem konfrontacji, żebym mógł kogoś zabić”, powiedział Rodrigo Duterte kilka chwil po zaprzysiężeniu na urząd prezydenta Filipin.

Wybuchowy i nieprzewidywalny charakter obecnego prezydenta Filipin dał się we znaki m.in. handlarzom narkotyków. Rodrigo Duterte ogłosił, że za każdego zabitego narkomana zapłaci 100 dolarów. Ulice spłynęły krwią, bez jakichkolwiek procesów i sprawiedliwego wymierzania kary. Podobny los spotkał proekologicznych aktywistów. Według organizacji „Kalikasan People’s Network for Enviroment” pod rządami prezydenta Duterte zginęło co najmniej 52 osoby związane z działalnością ekologiczną, 66 osób zostało zatrzymanych, a 240 postawiono fikcyjne zarzuty i oskarżenia. Te przerażające statystyki spowodowały, że Global Witness określił Filipiny mianem drugiego pod względem występujących zagrożeń państwem świata dla aktywistów ekologicznych. Wśród zabitych znalazł się m.in. lokalny działacz Renato Anglao, który intensywnie pracował na rzecz polepszenia bytu lokalnej społeczności.

Anglao walczył o przywrócenie praw do 12 tysięcy hektarów ziemi dla lokalnego plemienia, które zostały bezprawnie zabrane przed kilkunastoma laty i oddane osobom powiązanym z władzą oraz właścicielom agrobiznesu, którzy zaczęli na zrabowanych ziemiach tworzyć plantacje ananasów. Plemię Manobo-Pułangihon zostało wypędzone, a ich cały zgromadzony przez lata dobytek przepadł. Anglao nie dokończył swojej walki o te tereny, ponieważ został zabity z broni automatycznej na oczach żony i dziecka.

Jesteśmy tylko profesjonalistami, ale też lokalnymi mieszkańcami, rolnikami i rybakami, których prawa, ziemia i społeczności są niszczone i rabowane przez wielkie korporacje, ale musimy przeciwstawić się tej tyranii za wszelką cenę“, powiedziała Clemente Bautista z proekolgicznej organizacji „Kalikasan People’s Network for Enviroment”.

Foto: Toto Lozano

Dodaj komentarz


You May Also Like

Rząd wystraszył się Unii i zmienił zdanie. Będą wiatraki i dekarbonizacja

Starsi Czytelnicy pamiętają pewnie zabawę z dawnego „Przekroju” pod tytułem „Wytęż wzrok i znajdź x szczegółów, którymi różnią się oba rysunki”. Wytężyliśmy się maksymalnie i poszukaliśmy różnic pomiędzy Krajowym Planem na Rzecz Energii i Klimatu przesłanym Brukseli oraz Polityką Energetyczną Państwa 2040 przeznaczoną na użytek krajowy. Okazało się, że w kilku punktach istotnie się różnią.

Chiny rosną w siłę, eksporterzy ropy tracą na znaczeniu

Chiny pełnią wiodącą rolę w dziedzinie energii odnawialnej i są obecnie największym na świecie producentem, eksporterem i instalatorem paneli słonecznych, turbin wiatrowych, baterii i pojazdów elektrycznych – tak wynika z najnowszego raportu Globalnej Komisji Geopolitycznej Przemian Energii, zaprezentowanego 11 stycznia w Abu Zabi. Na znaczeniu tracą liderzy rynku energetycznego opartego na paliwach kopalnych.