Niemiecki rynek OZE – ogromne inwestycje i najdroższy prąd

Niemcy, jako lider transformacji energetycznej w Europie, posiadali w ubiegłym roku ponad 26 procent energii elektrycznej z Odnawialnych Źródeł Energii. Nasi zachodni sąsiedzi planują zwiększyć ten udział do roku 2050 do 80 procent. O tym jak wykorzystać ich doświadczenia, aby nie popełnić błędów, których też się nie ustrzegli, mówiła w Polskim Radiu 24 Monika Morawiecka z Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

Jak podaje rozmówczyni, głównym celem rozwoju OZE w Niemczech jest chęć uniezależnienia się od importu surowców energetycznych. Obecnie już 43 proc. energii tam produkowanej pochodzi z węgla brunatnego i kamiennego. Jednak ten drugi Niemcy muszą kupować za granicą. OZE oznacza dla Niemiec ucieczkę od eksportu węgla i odejście od energii z atomu. Ważne czynniki decydujące o rozwoju OZE to zmniejszenie emisji CO2 o 40 proc. do roku 2020 w porównaniu z 1990 oraz o odejście od energii z atomu do roku 2022. Do roku 2050 udział OZE w zapotrzebowaniu na energię elektryczną w Niemczech ma wynosić aż 80 proc.

Fotowoltaika od Columbus Energy

W związku z tym, że technologie oparte o OZE są drogie, w ciągu ostatnich 8 lat Niemcy zainwestowali w ich rozwój ponad 120 miliardów euro. Zdaniem niektórych ekspertów przeinwestowali, dlatego warto się zastanowić, czy iść tą drogą. Jak podkreśla Morawiecka, sami Niemcy zalecają ostrożność w podejmowaniu decyzji dotyczących polityki energetycznej.

OZE w Niemczech oznacza najwyższe w Europie ceny energii dla gospodarstw domowych. Co ciekawe, w Niemczech koszty rozwoju OZE ponoszą przede wszystkim konsumenci indywidualni. Przemysł korzysta z niższych cen energii, aby móc zachować swoją konkurencyjność. Nic więc dziwnego, że ceny energii dla gospodarstw domowych w Niemczech są jednymi z najwyższych w Europie. Na koniec ubiegłego roku były o mniej więcej 40 proc. wyższe niż średnie w Unii Europejskiej.

Monika Morawiecka przestrzega, że, patrząc na Polskę i koszty, jakie trzeba ponieść, aby rozwijać OZE, trzeba odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Jak podaje, pierwszym z nich jest pytanie o to, czy OZE dają wartość dodaną dla gospodarki, bo już teraz większość technologii niezbędnych do rozwoju OZE kupujemy za granicą. Jest to jednocześnie pytanie do ekonomistów – czy lepiej wspierać eksport, czy popyt wewnętrzny? Według relacji rozmówczyni, w Polsce aktualny udział wydatków gospodarstw domowych na energię elektryczną i cieplną wynosi około 10 proc. i to jeden z najwyższych wskaźników w Europie. Dla przykładu w Niemczech obciążenia gospodarstw domowych z tego tytułu wynoszą około 5 proc., a ceny energii są bardzo wysokie.

Jak podkreśla Morawiecka, rozwijając OZE trzeba patrzeć na koszty – być może lepiej promować dobrowolne ograniczenia w zużyciu energii, tak aby zbilansować podaż z popytem. Od OZE jednak całkowicie nie uciekniemy, bo mamy zobowiązania wobec Unii Europejskiej.  Zgodnie ze strategią Unii Europejskiej w roku 2020 udział OZE ma wynieść 20 procent. Dla nas limit wynosi 15 procent. Dobrze jednak byłoby rozwijać te źródła energii, które w największym stopniu pozwalają wykorzystywać polskie technologie – na przykład urządzenia do spalania biomasy.

Na niemieckim przykładzie widać również nietrafione inwestycje, z analiz przedstawianych w tym roku na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos, wynika że Unia Europejska straciła 100 miliardów dolarów w związku z mało racjonalnym rozwojem Odnawialnych Źródeł Energii.

Przykładowo, fotowoltaikę rozwijano w mało słonecznych Niemczech, a farmy wiatrowe w mało wietrznej Hiszpanii. ̶ Gdyby Unia jako Wspólnota optymalnie rozwijała OZE, to mogłaby – albo za tą samą ilość pieniędzy wybudować ich więcej, albo oszczędzić tę kwotę – uważa nasz gość. Gdyby Niemcy inwestowały w fotowoltaikę w Hiszpanii, a nie u siebie, to w skali Europy efekt ekologiczny byłby dużo lepszy – podsumowuje Monika Morawiecka.