Publicystyka Rada Pokoju Trumpa. Co to oznacza dla Europy i Polski 20 stycznia 2026 Publicystyka Rada Pokoju Trumpa. Co to oznacza dla Europy i Polski 20 stycznia 2026 Przeczytaj także Publicystyka Czy kino może kształtować wrażliwość ekologiczną? Przypadek „Avatara” Gdy naukowcy biją na alarm, wielu z nas wzrusza ramionami. Gdy to samo robi kino – zaczynamy działać. Popkultura potrafi opowiadać o kryzysie środowiskowym w sposób, który angażuje nasze serca. Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest „Avatar” Jamesa Camerona, którego kolejna część ma szansę ponownie zwrócić uwagę widzów na kwestie środowiskowe. Publicystyka Szponcić program? Jak Czyste Powietrze stało się symbolem administracyjnego chaosu W poniedziałek, 8 grudnia 2025 roku, ogłoszono wyniki plebiscytu na Młodzieżowe Słowo roku 2025. Zwycięzcą zostało słowo „szpont/szponcić” oznaczające robienie czegoś nie do końca właściwego, legalnego lub po prostu cwaniackiego. Już wcześniej było obecne w slangach miejskich i przestępczych w znaczeniu „kombinować, intrygować, powodować nieporozumienia”. Dla wielu osób to słowo pomaga nazwać chaos panujący dziś w programie Czyste Powietrze. Kiedy politycy mówią o pokoju, większość ludzi chce wierzyć, że chodzi o coś dobrego i potrzebnego. Wojny, napięcia i strach stały się codziennością, więc każda inicjatywa zapowiadająca rozmowy i porozumienie brzmi jak promyk nadziei. Problem zaczyna się wtedy, gdy za hasłem „pokój” kryje się układ, którego zasady nie są jasne, a realna władza skupia się w rękach jednego lidera. Reklama Spis treści ToggleNowa architektura „pokoju”Kto naprawdę trzyma steryŚwiat jako gra stref wpływówEuropa na bocznym torzePolska wobec nowej inicjatywyWarunki, które ustalają najsilniejsi Nowa architektura „pokoju” Nowa inicjatywa Donalda Trumpa nazywana “Radą Pokoju” (ang. Board of Peace) przedstawiana jest jako międzynarodowe forum mające sprzyjać zakończeniu konfliktów. Do udziału zapraszane są dziesiątki państw – zarówno demokratycznych, jak i rządzonych autorytarnie. W jednym gronie mają się znaleźć kraje Zachodu, ale też Rosja, Białoruś czy Chiny, a wśród zaproszonych pojawia się również Polska. Klimat traci priorytet. Globalne elity bardziej obawiają się wojen i ceł niż zmian klimatycznych Kto naprawdę trzyma stery Kluczowe pytanie nie dotyczy tego, kto został zaproszony, lecz kto będzie podejmował decyzje. Z dostępnych informacji wynika, że inicjatywa ma charakter silnie scentralizowany – m.in. dlatego, że jej pomysłodawca ma pełnić rolę przewodniczącego, a zasady działania pozostają nieprzejrzyste. W praktyce oznacza to dominującą pozycję jednego lidera, który nadaje kierunek całości. To odróżnia tę inicjatywę od klasycznych instytucji międzynarodowych, w których decyzje zapadają wolniej, ale w oparciu o procedury, kompromis i wspólne reguły. Jednocześnie zakres mandatu oraz relacja do mechanizmów ONZ pozostają nie do końca jasne. W tym przypadku mamy do czynienia raczej z modelem, w którym liczy się siła polityczna i osobista pozycja lidera, a nie trwałe mechanizmy kontroli. Dla jednych to oznaka „skuteczności”. Dla innych, powód do niepokoju. Świat jako gra stref wpływów Donald Trump od lat pokazuje, że patrzy na politykę międzynarodową jak na układ sił między największymi graczami. Instytucje międzynarodowe postrzega często jako przeszkodę, a nie gwarancję stabilności. W tym myśleniu ważniejsze od prawa i procedur są interesy oraz zdolność do ich wyegzekwowania. Taki sposób widzenia świata nie jest odosobniony. Podobną logiką od dawna kieruje się Rosja, a Chiny konsekwentnie budują własny model globalnego wpływu. Nie chodzi tu o dowody na współpracę czy tajne porozumienia, lecz o zbieżność podejścia: świat jako plansza, na której najsilniejsi ustalają reguły, a reszta musi się do nich dostosować. Europa na bocznym torze W takim układzie Europa może znaleźć się w trudnej sytuacji. Przez dekady budowała swoją pozycję na prawie międzynarodowym, instytucjach i wspólnych zasadach. To model powolny i często krytykowany, ale dający mniejszym państwom realny głos. Jeśli jednak globalne decyzje zaczną zapadać poza tym systemem – w ramach luźnych, personalnych inicjatyw największych graczy – Europa ryzykuje utratę wpływu. Zamiast współtworzyć zasady, może zostać sprowadzona do roli uczestnika, który jedynie reaguje na decyzje innych. Polska wobec nowej inicjatywy Dla Polski zaproszenie do takiej inicjatywy może wyglądać jak dowód znaczenia i obecności przy ważnym stole. Jednocześnie rodzi pytania o to, jaką realną rolę moglibyśmy tam odgrywać i czy nie znaleźlibyśmy się w jednym gronie z państwami, których działania są szeroko kwestionowane na forum międzynarodowym? Udział w projekcie, w którym zasady nie są jasno określone, a decydujący głos ma jeden przywódca, zawsze niesie ryzyko. Zwłaszcza dla krajów, których bezpieczeństwo historycznie zależało od stabilnych sojuszy i jasnych reguł gry. Warunki, które ustalają najsilniejsi Sedno nie brzmi dziś, czy ta inicjatywa przyniesie pokój. Brzmi raczej: czyj to będzie pokój i na jakich zasadach. Historia pokazuje, że porządek oparty wyłącznie na sile bywa krótkotrwały, a jego koszty ponoszą przede wszystkim ci, którzy nie mają wystarczającej mocy, by bronić własnych interesów. Dlatego Europa i Polska powinny patrzeć na takie projekty nie tylko przez pryzmat obietnic, ale przede wszystkim przez skutki, jakie mogą one przynieść w dłuższej perspektywie. Zobacz też: Jak Donald Trump szkodzi transformacji energetycznej? 5 kluczowych decyzji Źródło: Reuters, The Guardian, własne Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.