Instalacja fotowoltaiczna z magazynem energii

Poznaj orientacyjne koszty

Rada Pokoju Trumpa. Co to oznacza dla Europy i Polski

Rada Pokoju Trumpa. Co to oznacza dla Europy i Polski

Kiedy politycy mówią o pokoju, większość ludzi chce wierzyć, że chodzi o coś dobrego i potrzebnego. Wojny, napięcia i strach stały się codziennością, więc każda inicjatywa zapowiadająca rozmowy i porozumienie brzmi jak promyk nadziei. Problem zaczyna się wtedy, gdy za hasłem „pokój” kryje się układ, którego zasady nie są jasne, a realna władza skupia się w rękach jednego lidera.

925x200 6
Reklama

Nowa architektura „pokoju”

Nowa inicjatywa Donalda Trumpa nazywana “Radą Pokoju” (ang. Board of Peace) przedstawiana jest jako międzynarodowe forum mające sprzyjać zakończeniu konfliktów. Do udziału zapraszane są dziesiątki państw – zarówno demokratycznych, jak i rządzonych autorytarnie. W jednym gronie mają się znaleźć kraje Zachodu, ale też Rosja, Białoruś czy Chiny, a wśród zaproszonych pojawia się również Polska.

Kto naprawdę trzyma stery

Kluczowe pytanie nie dotyczy tego, kto został zaproszony, lecz kto będzie podejmował decyzje. Z dostępnych informacji wynika, że inicjatywa ma charakter silnie scentralizowany – m.in. dlatego, że jej pomysłodawca ma pełnić rolę przewodniczącego, a zasady działania pozostają nieprzejrzyste. W praktyce oznacza to dominującą pozycję jednego lidera, który nadaje kierunek całości. To odróżnia tę inicjatywę od klasycznych instytucji międzynarodowych, w których decyzje zapadają wolniej, ale w oparciu o procedury, kompromis i wspólne reguły. Jednocześnie zakres mandatu oraz relacja do mechanizmów ONZ pozostają nie do końca jasne.

W tym przypadku mamy do czynienia raczej z modelem, w którym liczy się siła polityczna i osobista pozycja lidera, a nie trwałe mechanizmy kontroli. Dla jednych to oznaka „skuteczności”. Dla innych, powód do niepokoju.

Świat jako gra stref wpływów

Donald Trump od lat pokazuje, że patrzy na politykę międzynarodową jak na układ sił między największymi graczami. Instytucje międzynarodowe postrzega często jako przeszkodę, a nie gwarancję stabilności. W tym myśleniu ważniejsze od prawa i procedurinteresy oraz zdolność do ich wyegzekwowania.

Taki sposób widzenia świata nie jest odosobniony. Podobną logiką od dawna kieruje się Rosja, a Chiny konsekwentnie budują własny model globalnego wpływu. Nie chodzi tu o dowody na współpracę czy tajne porozumienia, lecz o zbieżność podejścia: świat jako plansza, na której najsilniejsi ustalają reguły, a reszta musi się do nich dostosować.

Europa na bocznym torze

W takim układzie Europa może znaleźć się w trudnej sytuacji. Przez dekady budowała swoją pozycję na prawie międzynarodowym, instytucjach i wspólnych zasadach. To model powolny i często krytykowany, ale dający mniejszym państwom realny głos.

Jeśli jednak globalne decyzje zaczną zapadać poza tym systemem – w ramach luźnych, personalnych inicjatyw największych graczy – Europa ryzykuje utratę wpływu. Zamiast współtworzyć zasady, może zostać sprowadzona do roli uczestnika, który jedynie reaguje na decyzje innych.

Polska wobec nowej inicjatywy

Dla Polski zaproszenie do takiej inicjatywy może wyglądać jak dowód znaczenia i obecności przy ważnym stole. Jednocześnie rodzi pytania o to, jaką realną rolę moglibyśmy tam odgrywać i czy nie znaleźlibyśmy się w jednym gronie z państwami, których działania są szeroko kwestionowane na forum międzynarodowym?

Udział w projekcie, w którym zasady nie są jasno określone, a decydujący głos ma jeden przywódca, zawsze niesie ryzyko. Zwłaszcza dla krajów, których bezpieczeństwo historycznie zależało od stabilnych sojuszy i jasnych reguł gry.

Warunki, które ustalają najsilniejsi

Sedno nie brzmi dziś, czy ta inicjatywa przyniesie pokój. Brzmi raczej: czyj to będzie pokój i na jakich zasadach. Historia pokazuje, że porządek oparty wyłącznie na sile bywa krótkotrwały, a jego koszty ponoszą przede wszystkim ci, którzy nie mają wystarczającej mocy, by bronić własnych interesów.

Dlatego Europa i Polska powinny patrzeć na takie projekty nie tylko przez pryzmat obietnic, ale przede wszystkim przez skutki, jakie mogą one przynieść w dłuższej perspektywie.

Zobacz też: Jak Donald Trump szkodzi transformacji energetycznej? 5 kluczowych decyzji

Źródło: Reuters, The Guardian, własne

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.