Jak skórka od banana włączyła, a następnie wyłączyła światła w Lagosie

Około 75 milionów osób z liczącej 186 milionów mieszkańców Nigerii nie ma dostępu do prądu, informuje Bank Światowy.

Rynek owoców Ikosi to jeden z najpopularniejszych takich ryneczków w Lagosie. Można tam sprzedać warzywa czy owoce, takie jak ananasy, banany czy plantany. Tutaj, tak jak w innych częściach Nigerii, elektryczność nie jest codziennością.

– Problem z prądem jest tutaj dosyć duży. Gdy nie ma świateł, to po prostu musimy szybciej zamknąć rynek, nie mamy innego wyboru. To duży problem szczególnie, gdy dni stają się coraz krótsze – powiedział Ajose Abosede, jeden z handlarzy na rynku.

Fotowoltaika od Columbus Energy

Obok rynku znajduje się opuszczona elektrownia biogazowa. Jest wciśnięta w kąt i schowana za czymś, co wygląda jak sterta odpadków… to miało być rozwiązanie problemów Lagosu – największego miasta w Afryce. Produkuje się tam dziennie 13 ton śmieci – 50% z tego, to odpadki organiczne, jak mówi Lanre Gbajulave z LAWMA – miejskiego urzędu zajmującego się utylizacją odpadków. Duża część z tych odpadków pochodzi z jednego z 30 rynków znajdujących się na terenie miasta – tam należałoby szukać potencjalnego źródła biomasy do takich elektrowni. Niestety – okazało się to odrobinę trudniejsze, niż wstępnie planowano.

W roku 2013 władze regionu, we współpracy z firmą Midori Envrironmental Solutions (MES) rozpoczęły badania w zakresie możliwości wykorzystania odpadków do produkcji prądu elektrycznego w biogazowniach. Odpadki organiczne miały być mielone i rozkładane przez bakterie w bioreaktorach, co produkuje gaz, który może być spalany w generatorach prądu. Taka instalacja mogłaby zasilić 50 stanowisk do sprzedaży warzyw i owoców na rynku. Handlarze chętnie zgodzili się, aby oddawać odpadki w zamian za darmowy prąd. Pojedynczy rynek generuje około pięć ton organicznych odpadków dziennie.

– Na początku wydawało mi się to żartem. Mam wiele lat, ale jeszcze nigdy nie widziałem, ani nie słyszałem, aby produkować prąd z odpadków – powiedział Saliu Adenekan, sprzedający banany na rynku w Lagosie. – Wiem, że muszą być jakieś systemy, które to robią, ale nie myślałem, że tutaj w Nigerii także może być to możliwe, nigdy nie widziałem nic takiego w Ikosi – dodał Adenekan.

Przez pewien czas wszystko szło bardzo dobrze. MES otrzymało pozwolenie na budowę prostej instalacji, mającej generować prąd elektryczny z odpadów. Projekt uzyskał spory poklask ze strony lokalnych i międzynarodowych obserwatorów i wydawało się, że rozwiązanie to pozwoli na rozwiązanie kryzysu ekonomicznego w Nigerii. Krótko po zbudowaniu, biogazownia zaczęła z powodzeniem pracować i dostarczać energię elektryczną do sprzedawców na rynku.

System energetyczny Nigerii jest zagadką, której nikt nie potrafi rozwiązać. Z jednej strony kraj ten ma największe złoża ropy naftowej i gazu ziemnego w całej Afryce. Z drugiej strony, pomimo tego, władze mają ogromny problem z dostarczeniem odpowiedniej ilości gazu do produkcji energii elektrycznej na krajowe potrzeby, a paliwo bardzo często się kończy. Na przykład 31 marca 2016 roku, dokładnie o 12:58, nigeryjski system energetyczny załamał się totalnie. Przez trzy godziny nie udało się wyprodukować w sieci żadnej energii elektrycznej.

Infrastruktura energetyczna Nigerii opiera się na trzech podstawowych elementach – firmach generujących energię elektryczną, jej dystrybutorach i Nigeryjskiej Korporacji Przesyłowej (TCM). TCM obecnie, po prywatyzacji w 2014 roku, działa jako mieszanka wspólnych działań prywatnych i publicznych firm. Analitycy wskazują, że wiele z tych firm działa źle, bądź nie działa w ogóle. Prywatyzacja TCM jest ogólnie słabo oceniana przez specjalistów z branży.

Dodatkowo, wiele z firm dystrybucyjnych jest nieporadnie zarządzana, co powoduje ich częste problemy finansowe. Na te problemy nakładają się częste uszkodzenia gazociągów przez różne grupy paramilitarne, chcące zawłaszczyć sobie kontrolę nad zasobami w regionie swojego działania.

Według Aliyu Wabba, kierownika Nigeryjskiego Kongresu Pracy, problemy energetyczne kraju mają destrukcyjny wpływ na jego gospodarkę – przemysł upada w takich warunkach, co przekłada się na zmniejszenie zatrudnienia i w konsekwencji jest ogromnym problemem dla najmłodszego pokolenia.

W 2014 roku reforma pozwoliła sektorowi prywatnemu na uczestnictwo w systemie energetycznym, zwłaszcza w produkcji i dystrybucji prądu. Z uwagi na – jak uważa wielu – korupcję i nieudolne zarządzanie, spowodowało to więcej problemów niż korzyści dla Nigerii.

Władze w ogóle nie sprawdzały firm, które zakupiły spółki dystrybucyjne, co spowodowało że dostawały się one bardzo często w ręce firm, które nie dysponują odpowiednim kapitałem do takiego działania albo bardzo kiepsko rozumieją technologiczne zasady działania systemu energetycznego, którego stały się częścią. W pełni świadomy tego jest były minister finansów Nigerii, Kalu Idika Kalu i mówi o tym w wywiadzie dla Guardiana. Nie wiadomo jednak jak rozwiązać ten problem – wielu nawołuje do przeprowadzenia szerokiego audytu, mającego zbadać reformę z 2014 roku i jej wyniki.

Profesor Yemi Oke z uniwersytetu w Lagosie zauważa, że problem ten stworzyli ludzie, którzy kupili spółki dystrybucyjne. – Wiele z tych firm zostało kupione przez skorumpowanych bogaczy, którzy myśleli, że w sektorze energetycznym są proste pieniądze do zrobienia. Zapożyczyli się i kupili firmy dystrybucyjne, a teraz nie chcą realizować ich podstawowego zadania – powiedział profesor Oke.

Jak zauważył profesor OKE, ostatni kryzys ekonomiczny w Nigerii pokazuje doskonale, że sektor inwestorów prywatnych w tym kraju nie jest ani technicznie, ani finansowo tak dobrze przygotowany do działania na rynku energetycznym, jak państwowa firma dystrybucyjna. Kryzys spowodowany spadkiem ceny ropy naftowej przełożył się na kryzys ekonomiczny i problem się spotęgował.

Niestety, strona rządowa stoi na stanowisku, że nie będzie audytu ani cofania ustaleń z 2014 roku. Prywatyzacja sektora energetycznego sprawiła, że wielu Nigeryjczyków – tych których na to stać – kupuje sobie własne agregaty prądotwórcze. W II połowie 2015 roku ich sprzedaż wyniosła 60 milionów funtów, a rok później już 138 milionów.

Rząd w ramach usprawniania systemu energetycznego skupił się między innymi na utylizacji odpadów. W zakresie jego zainteresowań leży także OZE, gdyż kraj ten ma spore możliwości w tym zakresie. Szacuje się, że potencjał solarny tego kraju to około 427 GW – 85 razy więcej niż wynosi obecna produkcja. Rząd zainwestował w 2016 roku prawie dwa miliardy funtów w 14 projektów OZE realizowanych przez prywatnych inwestorów. Mają one dostarczyć łącznie aż 1 GW do sieci przesyłowej.

Co się stało zatem w Lagosie? Generator przejęła LAWMA, planując powtórzyć jego sukces w innych miejscach. Niestety, zmiana w zarządzie tej organizacji sprawiła, że pomysł ten po prostu zarzucono. Po trzech latach pracy, system został wyłączony, a rynek wrócił w objęcia ciemności.

Jednakże Nigeryjczycy się nie poddają. – Śmieci to też pieniądze – powiedział Ajani Ojo, który zajmuje się instalacją niewielkich biogazowni na potrzeby mieszkańców Lagosu. Ojo dodał, że wiele nauczył się od MES – firmy, która zainstalowała biogazownię na rynku Ikosi.

Ojo chciałby, aby rząd spróbował ponownie uruchomić projekt – Gdy biogazownia działała, na terenie rynku było mniej śmieci, szczególnie w sekcji, gdzie sprzedawano banany. Oprócz tego, oszczędzaliśmy pieniądze nie musząc płacić za wywóz śmieci i mając darmową elektryczność.

Niestety, mimo pewnych starań, nic nie wskazuje, aby projekt udało się ponownie uruchomić. Ojo uważa, że rząd powinien przywiązać więcej starań i uwagi do rozwiązywania problemów wykorzystując tego rodzaju proste technologie. Szczególnie, że bioreaktor tego rodzaju pozwala rozwiązać dwa problemy jednocześnie – śmieci i braku prądu elektrycznego.

Każdy kto zobaczył, jak łatwo da się rozwiązać problem braku prądu i ogromnych ilości śmieci w Nigerii ma już oczy szeroko otwarte, zaznacza Ojo. – Moje oczy są szeroko otwarte. Oczy rządu powinny być otwarte jeszcze szerzej – podsumował Ojo.

Źródło; The Guardian