Toksyczne śmieci w okolicach Lubartowa. Jest pierwszy akt oskarżenia

Przed sądem stanie przedsiębiorca, który przyjmował transporty toksycznych odpadów i składował je w dwóch kopalniach piachu niedaleko Lubartowa. Grozi mu do 8 lat więzienia. Śledczy prowadzą dalsze postępowanie. Toksycznych odpadów nigdy z ziemi nie usunięto.

Toksyczne śmieci z budowy zakopywali w polu. Było ich tak dużo, że nie nadążali” – podano w „Dzienniku Wschodnim”. Są już pierwsze rezultaty postępowania śledczego. 44-letniemu Michałowi K, przedsiębiorcy karanemu już czterokrotnie za oszustwa, grozi do 8 lat więzienia. Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia. Śledczy ustalają natomiast, kto jeszcze brał udział w nielegalnym procederze. Dotyczy to zarówno odbiorców, jak i dostawców śmieci.

O nielegalnym zakopywaniu śmieci wiedzieli mieszkańcy i lokalne władze

 Michał K. składował odpady komunalne i przemysłowe pochodzące z osiedli budowanych przez lubelskich deweloperów w dwóch kopalniach piachu znajdujących się w miejscowościach Baranówka i Wólka Rokicka. Śledztwo rozpoczęło się w 2017 roku. Śledczy namierzyli wysypisko o powierzchni 4600 metrów kwadratowych, które znajduje się w odległości zaledwie 8 km od głównego ujęcia wody dla Lubartowa. Okoliczni przedsiębiorcy nie byli skorzy do współpracy. Sprzęt do przekopywania wynajęto od firmy spoza regionu. Ustalono także, że o nielegalnych wysypiskach wiedzieli zarówno mieszkańcy, jak i lokalne władze. O nielegalnych wysypiskach mówiono na zebraniach, ale nigdy nie wpisano ich oficjalnie do protokołu. Sprawa ruszyła, gdy fetor zaczął przeszkadzać na tyle, że pojawiły się skargi. Zdarzało się, że śmieci było tak dużo, że nie nadążano ich zasypywać.

Okazało się, że proceder był niezwykle opłacalny dla dostawców śmieci. O ile składowanie jednej ciężarówki śmieci w Rokitnie czy Kraśniku generuje koszt 8-10 tys. złotych, u Michała K. ceny oscylowały w granicach 1-2 tys.

Źródło: dziennikwschodni.pl

 

1 comment
  1. Dlaczego jest tak jak jest? Trzeba wiedzieć, że w odróżnieniu od Polski – w krajach Unii Europejskiej comiesięczne opłaty obywatelskie za śmieci zasilają lokalne administracje samorządowe które budują i utrzymują publiczne systemy gospodarki odpadami komunalnymi. JEST TO TAK ZWANY SYSTEM NATURALNEGO MONOPOLU GMINNEGO OKREŚLANY JAKO “IN HOUSE”. Osiągnięcia tego systemu, w którym tylko 10 procent odpadów trafia na składowanie – są podstawą unijnych wymogów dla całej Wspólnoty Europejskiej. U nas aferałowie uparli się aby comiesięczne opłaty polskich rodzin omijały samorządy i zasilały fundusz zysków firm kręcących lody na śmieciach. Wizytówką polskiej gospodarki odpadami są dzikie wysypiska lub płonące odpady na hałdach i w halach… Ekspert ze Szwecji a więc ze wzorcowego kraju wyznaczającego standardy dla całej Unii stwierdza: „fundamentalne znaczenie w sukcesie gospodarki municypalnej ma fakt – że w Szwecji, Danii, Niemczech, Austrii, Holandii, Belgii i w pozostałych krajach „starej Unii” w których system zadań publicznych realizowany jest przez spółki komunalne, w ramach in-house jest zdecydowanie tańszy. DLATEGO, ŻE Z SAMEJ DEFINICJI SPÓŁKI GMINNE POWINNY BYĆ NON PROFIT, BEZZYSKOWE. W związku z tym, to samo z siebie powinno prowadzić do sytuacji, gdzie na takim rozwiązaniu mieszkaniec gminy tylko zyskuje”…
    Mimo tej prostej i trafnej diagnozy ilustrującej to że wpuszczenie czynnika chciwości do usług komunalnych w odpadach generuje nieustający wzrost comiesięcznych opłat polskich rodzin – nadal wielu rżnie głupa, że wystarczy dobrze napisana specyfikacja przetargowa na wyłonienie operatora kręcenia lodów na comiesięcznych opłatach mieszkańców… Jeśli jedynym zadaniem gmin i ich związków jest ogłaszanie przetargów na wyłanianie tych co chcą wygodnie żyć z comiesięcznych opłat polskich rodzin – to mamy niekończący się wyścig cen według scenariusza, że najwięcej mają zarobić zagraniczne firmy – pb.pl/czarna-wizja-smieciowa-691523 … Elementami tego scenariusza są liczne pożary odpadów na składowiskach i w halach – bo to daje dodatkowe dochody od ubezpieczycieli… PORZUCONE „NICZYJE” ODPADY USUWANE NA KOSZT PODATNIKA z lasów i zagajników – TO TEŻ ZJAWISKO NIEZNANE W INNYCH KRAJACH EUROPY… Latające drony nad składowiskami i 24-godzinny monitoring śmieci – to wstydliwa specyfika polskiego systemu odpadów pod specjalnym nadzorem… Miejmy nadzieję, że w następnej kadencji rząd POsprząta również i to – i zajmie się implementacją unijnych zasad systemowych polegających na przejęciu gospodarki odpadami przez zakłady użyteczności publicznej non-profit i wyeliminowaniu czynnika chciwości – tak jak jest to w krajach których osiągnięcia wyznaczają standardy w tej dziedzinie dla całej Europy…

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Kraków chce zazieleniać dachy

Krakowscy włodarze opracowali wstępny projekt wytycznych do tworzenia zielonych dachów, czyli pokrytych intensywną zielenią – trawami, krzewami, a nawet drzewkami. Gotowe już są założenia do wydawania decyzji o warunkach zabudowy i planach miejscowych.