Wolne od dopłat projekty wiatrowe masowo pojawiają się w Wielkiej Brytanii

Wielka Brytania jest na dobrej drodze do rozpoczęcia ery wolnych od dopłat projektów OZE. Wszystko dzięki rezygnacji z budowy kolejnych elektrowni gazowych, jak wskazują analitycy. Spadające koszty energii elektrycznej z projektów odnawialnych i coraz lepsze systemy jej magazynowania sprawiły, że w Wielkiej Brytanii zainwestowane w OZE zostanie około 20 miliardów dolarów do 2030 roku. Dzięki temu sektor doskonale poradzi sobie bez dopłat. Już od 2025 roku morskie elektrownie wiatrowe powinny funkcjonować w pełni opłacalnie bez dodatkowego wsparcia.

Analizy te pojawiają się dokładnie w tym momencie, w którym poinformowano, że szwedzki Vattenfall wygrał przetarg na budowę pierwszej na świecie farmy wiatrowej off-shore w Holandii, która działać ma zupełnie bez dopłat. Jej uruchomienie planowane jest na 2022 rok.

„Wolna od państwowych dopłat przyszłość jest w naszym zasięgu”, mówił szef Vattenfalla, Magnus Hall. Jednak samo przejście do nowych realiów nie odbędzie się bez kosztów. Konieczne jest, aby ryzyko inwestycyjne było równo dzielone na firmy i rządy. Hall wezwał brytyjski rząd do wycofania się z pomysłu zaprzestania subsydiowania lądowych farm wiatrowych. Według niego deweloperzy tych projektów powinni móc brać udział w aukcjach i otrzymywać dopłaty.

Do 2030 roku w Wielkiej Brytanii powstanie około 18 GW nowych mocy wolnych od dopłat. Połowa z nich pochodzić będzie z wiatru, a połowa z systemów fotowoltaicznych, wskazują analitycy z Aurora Energy Research. Tak ogromna ilość podłączonych nowych mocy OZE sprawi, że nie będzie już miejsca na nowe, konwencjonalne elektrownie. Już teraz brytyjski rząd zredukował plany dotyczące budowy nowych elektrowni gazowych. Do 2030 roku przewiduje on dołączenie od 7 GW do 22 GW nowych mocy, ale szacuje się, że moc ta spadnie do 1 GW.

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Płoną lasy Amazonii, Rosji i Hiszpanii. To efekt ludzkich działań i suszy

Płonący las deszczowy Amazonii można zaobserwować z kosmosu, rosyjskich torfowisk może się nie dać ugasić, a ogień na Gran Canarii strawił już ponad 10 tys. hektarów obszaru zalesionego oraz łąk. Bilans jest tragiczny. Obserwatorzy wskazują, że w porównaniu z tą samą porą rok temu nastąpił wzrost liczby pożarów o 84%.