Australijscy naukowcy badają wpływ zmian klimatu na jaskinie

Badania odbywają się w Jaskiniach Wellington w Australii i polegają na analizie użytkowania gruntów i jego wpływu na zasoby wód podziemnych. Wyniki przeprowadzonych badań mogą być pomocne dla studentów oraz przewodników.

Naukowcy z University of New South Wales w Australii postanowili zbadać wpływ klimatu, skupiając swoje obserwacje na jaskiniach. Badanie te dotyczą analizy użytkowania gruntów i jego wpływu na zasoby wód podziemnych. Będą przeprowadzone na skałach wapiennych w Jaskiniach Wellington w Nowej Południowej Walii.

Atrakcją turystyczną w Jaskiniach Wellington są występujące tam stalagmity, stalaktyty i koralowce. Jaskinie Wellington to grupa wapiennych jaskiń położonych 8 kilometrów na południe od Wellington i Nowej Południowej Walii. Do tych jaskiń można zaliczyć m.in.: Cathedral Cave (Jaskinie Katedralną), Gaden Cave (Jaskinie Gaden), Phosphate Mine (Kopalnie Fosforanów), czy Jaskinie Kiln Cave.

Do projektu prowadzonego przez australijskiego profesora Andy Baker’a z UNSW dołączył niemiecki profesor Andreas Hartmann z Uniwersytetu we Freiburgu. Obaj naukowcy za miejsce swoich badań nad wilgotnością gleby wybrali teren powyżej Jaskini Wellington. Po ich wykonaniu wyniki będą porównane do tych przeprowadzonych w Jaskini Katedralnej jako największej i najpopularniejszej podziemnej jaskini. O samej jaskini Profesor Baker mówi jako o jedynym środowisku krasowym na świecie, w którym jest możliwość jednoczesnych pomiarów opadu deszczu, wilgotności gleby i przenikania wody do wód gruntowych. Naukowiec przyznaje, że projekt będzie cennym źródłem informacji dla studentów, nauczycieli czy przewodników po jaskiniach oraz dodaje, że pomiary wilgotności gleby w środowisku krasowym były rzadko wykonywane i liczy na spektakularne wyniki.

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Bezemisyjny rejs Grety Thunberg

Jak poinformował kapitan, jacht został zaprojektowany z myślą o prędkości, a nie luksusie. – Nie ma pryszniców ani toalet, do wypróżniania posłuży niebieskie wiadro – dodał. Załoga zapewniła, że podróż powinna przebiegać tak szybko, jak będzie to możliwe, ale z uwagi na trwający sezon huraganów na Atlantyku niczego nie można być pewnym. 18-metrowy jacht wyposażony jest w panele słoneczne i podwodne turbiny, które wytwarzają energię elektryczną, pozwalając na bezemisyjną podróż. Silnik ma być używany tylko w sytuacji kryzysowej.