Dobry pomysł z Krakowa: znakować mięso

Krakowski radny Łukasz Wantuch proponuje, by mięso znakować jak jajka. Wtedy klienci będą wiedzieć, z jakiej hodowli ono pochodzi – naturalnej czy przemysłowej. 

Krakowski radny Łukasz Wantuch o swoim pomyśle napisał na Facebooku: – “Schab po 9,99 zł za kilogram”, „Udka z kurczaka po 2,99 zł”. Skąd bierze się tak niska cena mięsa? Hodowla przemysłowa. Bierzesz kilka tysięcy zwierząt do jednego pomieszczenia, zamykasz w małych klatkach, tak aby nie mogły się ruszać (każdy ruch to utrata kalorii), podajesz cały czas hormony, antybiotyki, całą chemię, a następnie zabijasz w systemie taśmowym. Żywe istoty, które czują ból przez cały okres życia. Przedmioty”.

Propozycja radnego? Znakowanie mięsa tak, jak znakuje się jajka. System znakowania miałby cztery kategorie: 0 – hodowla naturalna, 1 – hodowla ekologiczna, II – hodowla zagrodowa, III – hodowla przemysłowa.

Każde zwierzę w Unii Europejskiej ma przecież swój kolczyk i paszport. Konsument powinien mieć więc prawo wyboru, czy je mięso ze świnki, która za życia ryła w ziemi i jadła orzechy, czy ze zwierzęcia, które było torturowane podczas hodowli. Ja sam wolałbym dopłacić złotówkę do schabu, wiedząc, że świnka nie była faszerowana antybiotykami, które dostają profilaktycznie wszystkie zwierzęta na fermie, by mimo strasznego zagęszczenia nie zarażały się chorobami – mówi „Gazecie Wyborczej” Łukasz Wantuch.

Pomysł chwali Anna Iżyńska ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki. – Wprowadzenie analogicznego do jajek systemu certyfikacji mięsa z pewnością ułatwiłoby organizacjom takim jak nasza rozmowy z producentami i firmami, a konsumentom wybór produktu odpowiadającego ich oczekiwaniom. Według badań IBRiS z 2018 r. aż 87 proc. Polaków byłoby w stanie płacić więcej za mięso, w tym drobiowe, jeżeli mieliby gwarancję, że zwierzęta są hodowane na fermach zapewniających lepsze warunki.