Nie będzie mięsa? Branża drobiarska zagrożona przez nowe obostrzenia

Obowiązek utrzymania 1,5 metra odległości pomiędzy pracownikami uderza w branżę mięsną. W trudnej sytuacji jest zwłaszcza drobiarstwo, gdzie utrzymanie takiej odległości właściwie uniemożliwia produkcję. Eksperci proszą premiera o zmiany. 

Literalne potraktowanie zapisu o zachowaniu odległości 1,5 metra między pracownikami spowoduje konieczność spowolnienia głównych ciągów produkcyjnych o połowę, a w przypadku niektórych gniazd produkcyjnych wręcz ich wyłączenie – mówi w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl Piotr Kulikowski, prezes Indykpolu i Krajowej Rady Drobiarstwa-Izby Gospodarczej.

Fotowoltaika od Columbus Energy

Eksperci obawiają się, że rolników czeka bankructwo, co przełoży się na mniejszą ilość mięsa w sprzedaży. 

Będzie się to wiązało z brakiem możliwości odbioru żywca z ferm, czyli doprowadzeniem rolników do bankructw, zwolnieniami grupowymi w całym segmencie mięsnym oraz brakami mięsa na rynku – ocenia Kulikowski. 

Specjaliści z branży mięsnej proponują wprowadzenie zmian i wyjątków do zaostrzonych przepisów związanych z walką z koronawirusem.

Wspólnie z administracją państwową musimy uzgodnić realne rozwiązania umożliwiające prowadzenie działalności przez całą branżę mięsną. Takie rozwiązania funkcjonują już w innych krajach. Musimy zapewnić ludziom żywność  – podsumowuje.