Czy wspierać elektrownie pływowe? Brytyjski rząd nadal się waha

Niedawno donosiliśmy o słabych perspektywach na realizację projektów elektrowni pływowych w Wielkiej Brytanii, ale nadal nic nie jest przesądzone. Decyzja o przyznaniu – bądź nie – dotacji w wysokości 1,6 miliarda dolarów na budowę elektrowni pływowej w południowej Walii jeszcze nie zapadła.

Analitycy są zdania, że rząd powinien wniosek zaakceptować, co ogromnie poprawi kondycję sektora OZE w Wielkiej Brytanii, a także da szansę na przywrócenie samodzielności energetycznej temu krajowi wyspiarskiemu, która została utracona w 2004 roku. Od tamtego czasu Brytyjczycy importują do swojego kraju około połowy zużywanej energii elektrycznej.

Jako że Wielka Brytania stara się zrealizować postanowienia udziału OZE w miksie energetycznym, a także własne plany redukcji emitowanego dwutlenku węgla do 2030 roku, coraz więcej potrzebne jest czystej energii, a coraz mniej tej wygenerowanej poprzez spalanie paliw kopalnych. Departament Energii i Zmian Klimatycznych w zeszłym roku zlecił Charlesowi Hendriemu wykonanie analizy opłacalności wykorzystania energii pływów do pozyskiwania prądu elektrycznego. Opublikowana analiza, jak i inne głosy dotyczące wykorzystywania energii pływów są bardzo niejednoznaczne.

Wierzymy, że dowody są jasne dla wszystkich – energia pływów może grać istotną i niedrogą rolę w brytyjskim miksie energetycznym. Pilotażowy niewielki projekt instalacji o mocy poniżej 500 MW pozwoli nie tylko na badanie tego rozwiązania, ale jednocześnie dostarczenie czystej energii elektrycznej, która zapewni naszemu krajowy niezależność energetyczną. Większy projekt może dostarczać energii w cenie konkurencyjnej do innych niskowęglowych źródeł prądu – mówi autor raportu.

Proponowana instalacja – Tidal Lagoon Plc, znajdować ma się w zatoce Swansea. Składać się ma z 16 turbin o mocy 320 MW. Większe instalacje, jakie planuje się wybudować m.in. w Newport, Cardiff i Brudgewater, mają szansę zaspokoić łącznie około 10% zapotrzebowania energetycznego  Wielkiej Brytanii na rok 2030 – według analizy przeprowadzonej przez Aurora Energy Research.

Jak wynika z danych z raportu Hendriego, elektrownie wykorzystujące energię pływów mają dostarczyć energii tańszej niż umieszczenie w tym samym miejscu morskich elektrowni wiatrowych czy wykorzystanie elektrowni atomowych. Jak wyliczono w raporcie, roczny koszt dofinansowania budowy tej instalacji w przeliczeniu na gospodarstwo domowe w Anglii to około 2,1 funta brytyjskiego przez pierwsze pięć lat. To koszty podobne jak dla budowy elektrowni atomowej i nieznacznie wyższe od 1,55 funta potrzebnego do instalacji wiatraków off-shore.

Główna zaleta tych elektrowni to jednak nie niski koszt, a dalekie perspektywy. Instalacja taka ma pracować przez 60 lat, co sprawia, że koszty jej eksploatacji spaść mają do poziomu poniżej 50 pensów rocznie. Dla porównania: po początkowym okresie pięciu lat elektrownie wiatrowe to koszt 54 pensów na gospodarstwo domowe, a elektrownia atomowa 1,4 funta brytyjskiego rocznie.

Mimo tak optymistycznych perspektyw nie wiadomo, czy rząd zdecyduje się na wsparcie planów budowy elektrowni pływowej. Aktualnie prowadzone są na ten temat dyskusje wewnętrzne.