Dom w pełni niezależny od sieci? To możliwe!

Pan Piotr postanowił osobiście zabezpieczyć się przed rosnącymi cenami energii elektrycznej. Dzięki instalacjom fotowoltaicznym, umieszczonym zarówno na dachu, jak i na ziemi, zbudował dom w pełni niezależny od sieci. Niestety nie każdy popiera ekologiczną inicjatywę gospodarza. 

Fot: Dom Pana Piotra/ źródło: subiektywnieofinansach

Realizacja marzenia z dzieciństwa

Pan Piotr nigdy nie odłączył się od sieci energetycznej, bo nigdy się do niej tak naprawdę nie podłączył. Działka, którą kupował pod budowę domu nigdy nie była uzbrojona, więc nie było takiej konieczności.

Budynek zasilają dwie instalacje, pierwsza o mocy 4 kW znajduje się na dachu, a druga o mocy 26 kW, na ziemi. Dodatkowo właściciel zaopatrzył się w magazyn energii z akumulatorów żelowych.

Według Pana Piotra główną inspiracją do zbudowania ekologicznego, w pełni niezależnego od sieci domu było marzenie z dzieciństwa. 

Tak naprawdę to realizacja marzeń z dzieciństwa. W 1991 r. ojciec zabrał mnie na targi technologiczne do Hanoweru i tam po raz pierwszy zobaczyłem panel fotowoltaiczny – podaje Pan Piotr dla portalu subiektywnieofinansach.pl. – Moduł był słabiutki, miał moc 100 W, ale produkował prąd. To było coś nieprawdopodobnego, zafascynowało mnie to i obiecałem sobie, że jak będę dorosły i wybuduję swój dom, to będzie całkowicie zasilany energią ze słońca – dodaje.

Koszt inicjatywy

Całkowity koszt, jaki poniósł Pan Piotr za swoją niezależność energetyczną to 335 tysięcy złotych. Jednak są to już nieaktualne stawki sprzed pięciu lat. Obecnie właściciel szacuje, że wartość zmalałaby o około 60-70 tysięcy złotych.

Liczyłem, że inwestycja zwróci mi się po 10 latach. Przy dzisiejszych cenach prądu to już tylko 8 lat. I każda kolejna podwyżka, a te zapowiadają już firmy energetyczne – będzie skracać termin zwrotu – podaje pan Piotr dla portalu subiektywnieofinansach.pl

Reakcja sąsiadów 

Niestety według Pana Piotra sąsiedzi nie są szczególnie zadowoleni z jego innowacyjnego rozwiązania. Jeden od kilku lat stara się o rozbiórkę jego instalacji.

Jeśli fotowoltaika byłaby krową, to wyglądałoby to tak: sąsiad swojej nie kupi, ale będzie chciał, żeby moja zdechła. I nie chodzi o to, że zajmuje sporo miejsca, że komuś przeszkadza estetyka itp. Gdy kupowałem działkę od osoby, która jest moim sąsiadem, to opowiadałem o planach, pokazywałem rysunki jak to będzie wyglądać. Gdy instalacja powstała sąsiad powiedział krótko – „nie pozwolę żebyś miał prąd za darmo”podaje Pan Piotr dla portalu subiektywnieofinansach.pl.Zawiadomił urząd nadzoru budowlanego, że instalacja oślepia kierowców, że panele zagrażają życiu i zdrowiu ludzi. Absurd. Nawet napisał, że ptaki będą ją myliły ze sztucznym jeziorem i będą się o nią zabijałydodaje.

Na szczęście Pan Piotr nie poddaje się i nie rezygnuje ze swojej przydomowej elektrowni. Szacuje, że już za 1,5 roku zakończy prace budowlane i będzie mógł się wprowadzić. Dodatkowo planuje, by dom pełnił funkcję pokazową dla innych pasjonatów fotowoltaiki.

źródło: subiektywnieofinansach.pl