Nie takie „zielone”

Wyprodukowanie kilku kilogramów marihuany może przynieść takie same koszty środowiskowe, jak siedmiokrotna podróż samochodem przez Amerykę. Paul Isenbergh, producent konopi z Denver, płaci co najmniej 4000 dolarów miesięcznie za energię elektryczną potrzebną do uprawy konopi indyjskich.

Od czasu legalizacji marihuany w wielu stanach USA jej uprawa stała się bardzo popularna. Wiele osób, które dotychczasowo nie wiedziało nic o tej używce, zajmuje się teraz jej uprawą. Przykładem może być Paul Isenbergh – przez 30 lat był agentem nieruchomości na Florydzie. Po przeprowadzce do Denver w stanie Kolorado w 2011 roku, nie wiedział nawet, że marihuana jest tutaj legalna.

Fotowoltaika od Columbus Energy

– Trochę eksperymentowałem, we własnym zakresie już od lat ’70, ale tak naprawdę nie wiedziałem o tym nic, dopóki tutaj nie przyjechałem – powiedział Isenbergh. Teraz posiada trzy farmy, na których uprawia konopie. Wszystkie znajdują się w hali starego magazynu w Denver.

Aby rośliny mogły rosnąć w zamkniętym pomieszczeniu konieczne jest oświetlenie. 1000 watowe lampy naświetlają i ogrzewają rośliny, ale także – pobierają dużo prądu. Nie jest to problem ekonomiczny – susz da się bardzo dobrze sprzedać, nawet pomimo tego, że uprawa marihuany stała się popularna w tym regionie. Dlatego też nie ma wielkich nacisków na wykorzystanie oświetlenia LEDowego.

– Pobieramy dużo energii elektrycznej, o wiele więcej niż gdybyśmy wykorzystali oświetlenie LED, ale takie lampy mają za mało mocy. Próbowaliśmy i rośliny rosły mniejsze, a to jest biznes, gdzie liczy się każdy gram – skomentował przedsiębiorca.

Legalizacja marihuany w stanie Kolorado w 2012 roku ożywiła gospodarczo okolice Denver. Dodatkowo sektor ten generuje około miliard dolarów rocznie ze sprzedaży, która oczywiście jest opodatkowana. Problemem jest jednak znaczne zapotrzebowanie na energię elektryczną tego sektora, co stoi w sprzeczności z planami stanu do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych.

Problem jest o tyle istotny, że coraz więcej stanów legalizuje marihuanę, a to przekłada się na zwiększanie się ilości upraw i w konsekwencji zużywanego przez nie prądu elektrycznego. Ten problem powoduje, że coraz trudniej będzie ograniczać emisję CO2.

Evan Mills z University of California był jednym z pierwszych badaczy, którzy zajęli się tą tematyką. Już w 2011 roku szacował on, że uprawa konopi to około 1% całego poboru energii elektrycznej w USA. Połowa z tej energii jest wykorzystywana do oświetlania roślin. Krzaki konopi są cały czas wystawione na światło żarówek, które udaje światło słoneczne, aby zwiększyć i przyspieszyć ich wzrost i uzyskać jak najwięcej suszu. Wykorzystuje się do tego wysokoprężne żarówki sodowe o dużej mocy. Przekłada się to na fakt, że uzyskanie około kilograma suszu generuje tyle gazów cieplarnianych, co przejechanie przez całe Stany Zjednoczone autem siedem razy. Być może marihuana kojarzy się z hipisami i chill-outem, jednakże prawda jest taka, że to ogromny biznes, pochłaniający tyle energii elektrycznej co wielkie serwerownie.

– Jedynym rozwiązaniem, aby to zmienić, są kroki prawne – powiedział Mills. – Do czasu aż ktoś w rządzie nie zauważy rosnącego węglowego śladu tego sektora, nic się nie zmieni.

Ilość energii zużywanej w Denver zwiększa się o około 1% rocznie, z czego połowę wzrostu generuje sektor uprawy konopi, pomimo, że tylko niewielki odsetek energii zużywanej w mieście, jest pobierany przez uprawy. Tak czy inaczej, przekłada się to na zwiększanie zapotrzebowania na energię elektryczną, a w konsekwencji zwiększa zużycie paliw kopalnych, które generują większość prądu w stanie Kolorado.

– To z pewnością martwiące – skomentowała Emily Backus, doradca władz miasta w zakresie zrównoważonego rozwoju. Do 2050 władze miasta chciały zmniejszyć ilość emitowanych gazów cieplarnianych o około 80%, głównie poprzez promocję OZE, zmniejszenie ilości samochodów spalinowych czy poprawę efektywności energetycznej budynków. Dążenia miasta zostały podtrzymane nawet po tym, gdy prezydent Trump wycofał USA z Porozumienia Klimatycznego z Paryża.

Na rynku jest wiele firm oferujących lampy LED, ale sektor korzysta z nich niechętnie, szczególnie, że są droższe od lamp sodowych. – Jest wiele osób starających się sprzedać nam żarówki LEDowe, niektóre niezbyt dobre. Nie ma się co dziwić, że wszyscy są sceptyczni – powiedział Kayvan Khalatbari, założyciel firmy konsultingowej dla sektora uprawy marihuany. – Przemysł konopny obecnie ma niesłusznie przyklejoną łatkę marnowania energii. Staramy się pokonać ten stereotyp.

Sporą rolę zaczęła grać ekonomia – koszty elektryczności to spora część całkowitych kosztów utrzymania farmy. Wielu hodowców zaczęło więc poszukiwać ekonomiczniejszych źródeł światła i testować rozwiązania LEDowe. Jak powiedziała Amy Andrle, współwłaścicielka jednej z farm z farm: Sporo mówi się o tym, że sektor pochłania dużo zasobów. Jest to prawda, ale porównanie z rolnictwem jest nie do końca trafiona. Przemysłowa uprawa marihuany to nowa sprawa, a rolnictwo obecne jest od tysięcy lat. Nikt jeszcze tak do końca nie zoptymalizował procesu wzrostu, oświetlenia etc. od czasu legalizacji, aczkolwiek ilość innowacyjnych technologii jest ogromna.

Mimo to, LEDowe oświetlenie nie rozwiąże problemów samo w sobie. Można je wykorzystać, ale krzaki będą dojrzewać dłużej, co sprawi, że oszczędność energii w sumie nie będzie tak istotna. Problemem jest także prawo. Z uwagi na to, że rząd federalny nadal postrzega marihuanę jako nielegalną używkę, producenci nie mogą liczyć na dofinansowania czy ulgi podatkowe przy inwestycji w ekologiczne technologie.

Do czasu kiedy powyższe problemy nie zostaną rozwiązanie, głównie na poziomie federalnym, dopóty to miasta i stany będą musiały radzić sobie z problemem energetycznym wynikającym z zwiększania się zapotrzebowania energetycznego albo liczyć na przełomowe, nowe technologie, które rozwiążą problem.

Foto: Flickr