Nielegalny transport tygrysów: zwierzęta trafiły do poznańskiego zoo. Jedno z nich nie okazywało znaków życia!

AKTUALIZACJA: Polsat News dotarł do kierowcy, który przywiózł do Polski tygrysy. Więcej info u źródła: tutaj.

Kilka dni temu przedstawiliśmy informację na temat zatrzymanego na granicy polsko-białoruskiej transportu 10 tygrysów. Zwierzęta były przetrzymywane dwa dni w klatkach – jedno zmarło. W końcu pozostałe koty zostały przewiezione do Poznania. 

Aktualizacja – około 11.30 poznańskie zoo zakomunikowało, że wszystkie 9 tygrysów przeżyło!

Początkowo dyrektor poznańskiego ogrodu zgodziła się na przyjęcie sześciu tygrysów. Jednak po pierwszej ocenie ich stanu zdrowia zdecydowano o zabraniu wszystkich dziewięciu. Zgodę na tymczasowe przejęcie zwierząt wydał zgodnie z prawem wójt gminy Terespol. 

Koty przyjechały do Poznania w piątek o pierwszej w nocy

Tam tygrysami zajęli się pracownicy zoo i weterynarze. Zwierzęta są w bardzo złej kondycji. Część z nich była przetrzymywana w ciasnych klatkach, część w skrzyniach. Miały rozsypaną na podłożu i  nasiąkniętą moczem słomę. Na ciele kotów były przyklejone odchody, widać było rany i odparzenia. Tygrysy były odwodnione.

Dwa z nich zostały natychmiast przewiezione do Człuchowa w województwie pomorskim na rehabilitację. Zauważono, że w jednej skrzyni tygrys był bardzo rozwścieczony, w drugiej kot nie okazywał znaków życia. Przez stres i wycieńczenie u kilku z nich było widać rezygnację. 

W sprawę zaangażowało się stowarzyszenie Adwokaci Zwierząt, którzy znaleźli miejsce dla kotów w azylu w Hiszpanii. W Polsce zostaną do momentu poprawy ich zdrowia. O przejęciu poinformowano już ambasadę Włoch. To właśnie stamtąd 22 wyruszyła ciężarówka z dziesiątką tygrysów. Z kolei prokuratura w Białej Podlaskiej zweryfikuje, czy doszło przestępstwa znęcania się nad zwierzętami. 

Przypomnijmy, 26 października polscy strażnicy w trakcie kontroli nie zauważyli uchybień w dokumentacji i zezwolili na dalszy przejazd. Jednak po stronie białoruskiej zażądano pełnych zaświadczeń, których kierowcy ciężarówki nie mieli. Transport czekał dwa dni w Koroszczynie, gdzie jeden tygrys zmarł z wycieńczenia. W sprawie interweniował Główny Inspektorat Weterynarii. Czytaj więcej na ten temat tutaj.