Cele na 2016 dla OZE w Polsce nie zostaną osiągnięte w tym roku

OZE odpowiada za dziewięćdziesiąt osiem procent nowej mocy przyłączonej w USA w styczniu i lutym

Energia odnawialna w Stanach Zjednoczonych rośnie w siłę pomimo regularnie rzucanych kłód pod nogi przez administrację Donalda Trumpa, będącego zadeklarowanym zwolennikiem konwencjonalnych źródeł energii. Wbrew przewidywaniom nie są to jednak przeszkody, które zahamowałyby dynamiczny rozwój branży za wielką wodą w znacznym stopniu. Wedle opublikowanych statystyk tylko w pierwszych dwóch miesiącach 2018 roku instalacje fotowoltaiczne oraz wiatrowe stanowiły dziewięćdziesiąt osiem procent nowych źródeł energii przyłączonych w tym czasie do sieci.

Tylko w ciągu stycznia i lutego w USA dodano 1568 MW energii elektrycznej z OZE. Dla porównania, w tym samym okresie uruchomiono instalacje gazowe o mocy 40 MW. Do takiego stanu rzeczy przyczyniają się ciągle spadające koszty wytwarzania zielonej energii, co jest magnesem dla nowych inwestycji w tej branży. Co ciekawe, najwięcej mocy z OZE w tym czasie przyłączono w Iowa i Arkansas, które opowiedziały się za Donaldem Trumpem w ostatnich wyborach prezydenckich. Analitycy twierdzą, że zwiększający się udział zielonej energii w amerykańskim mikście będzie postępować z uwagi na międzynarodowe naciski na porzucenie węgla i innych emitujących zanieczyszczenia źródeł energii.

Dużą rolę w rozwoju OZE w Stanach Zjednoczonych odgrywa tamtejszy ustrój polityczno-administracyjny. Podział na stany daje lokalnym władzom dużą niezależność w działaniu, co niejednokrotnie pozwala na delikatną niesubordynację względem prowadzonej przez administrację Białego Domu polityki. Efektem tego są miejsca takie jak m.in. Hawaje czy Kalifornia, gdzie zielona energia wiedzie prym wbrew przekonaniom Donalda Trumpa.

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej: