Donald Trump

USA bez OZE po elekcji Trumpa?

Donald Trump mówi otwarcie, że nie zamierza wspierać OZE. Pod jego rządami mają rozkwitnąć firmy zajmujące się pozyskiwaniem surowców kopalnych, takich jak węgiel czy gaz łupkowy. Jak jego plany mają się do rzeczywistości i czy sytuacja odnawialnych źródeł energii w Ameryce jest aż tak drastyczna?

Mimo iż możliwości prezydenta w amerykańskim systemie politycznym są większe niż w polskim, to z powodu ograniczonej władzy wykonawczej musi się on ciągle liczyć z Kongresem, który jest odpowiednikiem polskiego Sejmu. Z tego powodu słynny mur, który miał odgrodzić USA od Meksyku prawdopodobnie w ogóle nie powstanie. Podobnie wygląda to w kwestiach energetyki – wprowadzenie znacznych zmian w branży będzie wymagało przyzwolenia także innych ośrodków władzy.

Kolejnym argumentem chroniącym OZE w USA jest prawo stanowe, często całkowicie odmienne niż krajowe. Jednym z najważniejszych czynników, które decydują o tempie wzrostu mocy zainstalowanej w odnawialnej energetyce są dopłaty. Te natomiast są najczęściej narzucane są przez stan. Zmianie ulec może jedynie ilość pieniędzy przeznaczanych na wsparcie tego rodzaju energetyki przekazywana bezpośrednio od państwa. Wygląda więc na to, że te rejony Ameryki, które jeszcze przed wyborem Trumpa były zasobne w OZE nie będą miały większych problemów by taki stan rzeczy utrzymać, natomiast obszary typowo węglowe lub gazowe zwyczajnie takie pozostaną.

Ostatni aspekt dotyczy otwartości na import energii. Zgodnie z zamysłem nowego prezydenta USA powinno się ograniczyć dopływ paliw – głównie pochodzących z Rosji. Lukę zapełni najprawdopodobniej zwiększone wydobycie gazu łupkowego, jednak możliwy jest także scenariusz jej częściowego załatania za pomocą energetyki ekologicznej.

Mimo wszystko trudno spotkać się z opinią na temat wyborów prezydenckich, że wybór ten pozytywnie wpłynie na pozycję odnawialnych źródeł energii. Najwyraźniej da się to zauważyć na giełdzie – tutaj firmy związane z produkcją instalacji OZE lub technologii przyjaznych środowisku odnotowały wyraźne spadki. Kurs akcji Vestas Wind Systems, największego światowego wytwórcy turbin wiatrowych, obniżył się o ponad 14%. Wygląda na to, że przemysł turbin ciągle pamięta słowa Trumpa “nienawidzę turbin wiatrowych i zamierzam z całych sił z nimi walczyć”. Słowa te wydają się niepoważne w ustach biznesmana. Według wielu analiz łączne koszty pozyskania, dystrybucji i przesyłu prądu pochodzącego z offshore w długim okresie czasu są porównywalne z tymi generowanymi przez gaz. Dodatkowo cena pozyskiwania OZE ciągle spada, czego nie można powiedzieć o paliwach kopalnych. To właśnie ta ignorancja może być najgroźniejsza – ponieważ może spowodować podcięcie funduszy przekazywanych na badania odnawialnych źródeł energii.

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej: