Zasada 10H to cios w zieloną energetykę. Czy rząd naprawi ten błąd?

Rząd wprowadził w 2016 roku zasadę 10H, która zahamowała rozwój branży wiatrowej. Gdy świat stawia na OZE, politycy straszą wiatrakami, czyli najtańszym źródłem zielonej energii.

Zasadę 10H wprowadzono w 2016 roku – oznacza ona minimalną odległość farmy wiatrowej od zabudowań mieszkalnych. Według przepisów obowiązuje zakaz budowania wiatraków bliżej, niż wynosi 10-krotność wysokości turbiny. Politycy wprowadzali społeczeństwo w błąd i straszyli wiatrakami, które rzekomo źle wpływają na zdrowie i mielą ptaki. Ale eksperci z WHO wyliczyli, że bezpieczny poziom hałasu to 45 decybeli – nowoczesne instalacje wskazują o wiele mniej niż dopuszczalna norma. W efekcie nowych przepisów nie można budować wiatraków na 99% powierzchni kraju.

Warto porównać dane: w 2016 roku podłączono farmy wiatrowe o łącznej mocy 1225 MW, w 2017 roku było to już tylko 41 MW, a w 2018 r. 15,7 MW. Ministerstwo Energii zapowiadało złagodzenie przepisów, ale na obietnicach się skończyło. Inwestorzy wycofali się z Polski, a polscy przedsiębiorcy budują farmy wiatrowe za granicą. Część właścicieli firm przerzuciła się na fotowoltaikę, która jest coraz popularniejszym rozwiązaniem i notuje dynamiczny wzrost – w 2018 r. zainstalowanych było 147 MW mocy z PV, a w pierwszym półroczu 2019 r. to już 259 MW.

Eksperci podkreślają, że polskie tempo rozwoju OZE jest porównywalne do tego sprzed dekady, gdy tymczasem świat ściga się we wdrażaniu nowych rozwiązań. Reszta Europy, USA, Chiny stawiają na OZE, bo nic bardziej się nie opłaca. Raporty przygotowane przez Międzynarodową Agencję Energii Odnawialnej wskazują, że koszty produkcji zielonej energii są tańsze niż te z zastosowaniem paliw kopalnych.

Dla inwestorów, którzy chcieliby budować fabryki w Polsce, zahamowanie zielonej energetyki to fatalna wiadomość. Nie dość, że będą kupować prąd drożej, to nie będą redukować śladu węglowego, a ekologia dzisiaj to ważne narzędzie walki o przychylność klientów. Firmy coraz częściej wybierają więc rozwiązania prosumenckie. Specjaliści mówią, że wpływa to głównie na intensywny rozwój instalacji fotowoltaicznych. Czy rząd poluzuje przepisy związane z 10H dla energii wiatrowej? Na razie się na to nie zanosi.

2 comments
  1. Błędem było przymykanie oczu na inwestycje w wiatraki, które były lokowane tak, że szkodziły lub mogły szkodzić (bo ich budowę zastopowano dzięki ekologom) ptakom i nietoperzom. Farmy wiatrowe wcale nie są takie ‘zielone’ jak się uważa. Bo zawsze będą mieć negatywny wpływ na ptaki i nietoperze, dlatego w cywilizowanych krajach tak się je lokuje by ograniczyć zagrożenie do absolutnego minimum. Ale niestety Polska pod względem świadomości ekologicznej władz gmin czy inwestorów plasuje się raczej pomiędzy Chinami a Indiami więc nie ma co oczekiwać, że ktokolwiek się przejmie środowiskiem. Dlaczego więc ciągle jęczycie nad wiatrakami, skoro poza nimi jest cała masa innych źródeł odnawialnej energii, które są dużo bardziej przyjazne środowisku? Biogazownie czy fotowoltaika – mają dużo stabilniejszą produkcję energii w czasie, są bezpieczniejsze dla sieci przesyłowych.

  2. Dodam jeszcze, że koszt produkcji energii, o którym piszecie, to najprawdopodobniej współczynnik LCOE, opracowywany przez firmę Lazard. W skrócie jest on liczony tak: LCOE = (suma kosztów inwestycyjnych i operacyjnych za czasu życia instalacji)/(suma energii WYPRODUKOWANEJ przez instalację podczas czasu życia). Kluczowe jest słowo wyprodukowana, bo nie jest ono jednoznaczne z wykorzystaną. W przypadku wiatraków w szczególności (jak i innych niesterowalnych OZE) są okresy gigantycznej nadprodukcji gdy energię się dosłownie zrzuca gdzieś, byle gdzie – byle by ją wytracić, bo jej nadmiar zniszczy sieć przesyłową. Stąd mianownik tego ułamka może być duży, powodując zaniżenie tego współczynnika, w stosunku do tego gdyby brano pod uwagę tylko wykorzystaną energię. Więc tak jak w przypadku wszelkich innych współczynników – należy podchodzić do nich z rezerwą, bo są to tylko szacunki.
    https://corporatefinanceinstitute.com/resources/knowledge/finance/levelized-cost-of-energy-lcoe/

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Wiele polskich miast rezygnuje z grabienia liści

W ostatnich miesiącach Wrocław dał się kilkukrotnie pozytywnie poznać jako miasto wspierające dziką przyrodę. Latem zrezygnowali z koszenia części trawników (m.in. dla owadów), jesienią zrezygnowali z grabienia części liści, aby dać schronienie jeżom. Teraz do podobnej akcji dołączają kolejne miasta.