Czy UE zakaże nazywania produktów roślinnych – sera, mleka, czy jogurtu – wegańskimi?

27 stycznia dowiemy się, co stoi za ideą wprowadzenia zakazu nazywania roślinnych produktów hasłami kojarzonymi przez wielu z produktami mlecznymi i odzwierzęcymi. Czy Unia Europejska wywiąże się z założeń zrównoważonego rozwoju i kampanii “Od pola do stołu”? 

Hodowcom zwierząt nie podoba się roślinna alternatywa

Niedawno przyglądaliśmy się postępowaniu unijnemu w sprawie wycofania nazw dań kojarzących się do tej pory z pozycjami diety odzwierzęcej. Dyskutowano nad zakazaniem nazewnictwa typu wegeburger, mięso wegańskie, parówki wegańskie, stek roślinny, czy wegetariańska kiełbasa. Pod koniec października Parlament Europejski nie zgodził się na ten zakaz, co według dużej części przemysłu FMCG i przedstawicieli gastronomii, było słuszną decyzją. Z kolei hodowcy, reprezentujący sektor pożywienia odzwierzęcego, optowali na zakazem.

Kolejne wątpliwości

Tym razem Unia Europejska będzie zajmowała się kwestią związaną z nazewnictwem produktów kojarzących się z przemysłem mleczarskim, ale będących w 100% roślinnymi produktami. Chodzi więc o mleka roślinne, jogurty sojowe, sery wegańskie itp. Organizacja ProVeg ponownie zabrała głos w tej sprawie. Podobnie, jak w przypadku „zakazu nazywania burgerów roślinnymi”, organizacja stworzyła petycję w celu powstrzymania kolejnych działań, mających na celu zmianę dotychczasowych nazw. 27 stycznia rozpoczną się dyskusje nad poprawką 171, związane nie tylko z nazewnictwem produktów, ale i z kampanią dot. zrównoważonego rozwoju, jaka często towarzyszy propagowaniu diety roślinnej.

Petycja o zaprzestanie postępowania wprowadzenia zakazu.

Tak dla mleczarzy, nie dla klimatu?

Przedstawiciele ProVeg podają, że nowe prawo miałoby zakazać i innych kwestii, np. stosowania terminów “nie zawiera mleka” (w odniesieniu do porównywania i podkreślenia, że wege produkt jest lepszy, niż odzwierzęcy), czy zakazu przedstawiania roślinnych produktów na reklamach tak, aby kojarzyły się z produktami mlecznymi. 

Zakazu ma dotyczyć też opisywanie produktów (opakowania, reklamy) synonimami, kojarzonymi z produktami mleczarskimi: maślany, czy “jak mleko”. Wydaje się, że taki zakaz jest paradoksalny i szkodliwy. Dlaczego? Ponieważ, jak można zakazać informowania konsumentów o fakcie, iż produkt “nie zawiera mleka”, czy “jest bez laktozy”? 

Producenci sektora produktów nabiałowych nie chcą, aby podkreślano, jak chów zwierząt wpływa na ocieplenie klimatu. W najbardziej restrykcyjnej wersji zakaz może skutkować zaprzestaniem stosowania opakowań do żywności pochodzenia roślinnego, które wyglądają podobnie, jak opakowania produktów mlecznych.

Zaskakujące jest ponowne zmuszanie do uzasadnienia idei zrównoważonego rozwoju. Dlaczego mielibyśmy sabotować innowacje? skomentowała Jasmijn de Boo, wiceprezes ProVeg International.

Wolny rynek

Obecnie ogromna ilość marek polskich, jak i zagranicznych, produkuje zarówno produkty mleczne, odzwierzęce, jak i w pełni roślinne. Bez problemu w sklepach znajdziemy jogurty wegańskie, np. na bazie owsa, soi, kremu kokosowego, czy innego roślinnego składnika. Oferta mlek roślinnych jest tak imponująca, że czasem trudno zdecydować, co wybrać. Wybierać możemy w bezmlecznych alternatywach bez końca: sojowe, ryżowe, konopne, owsiane, kokosowe, orzechowe, migdałowe, mleko specjalnie do kawy, czy o smaku wanilii, banana, kakao i wiele innych. Ponadto takie napoje są często wzbogacane wit. B12.

Kampanie roślinne podkreślają, jak ważne jest odejście od idei chowu przemysłowego – szkodliwego dla planety, dobrostanu zwierząt i niekoniecznie dobrego dla zdrowia ludzi, czyli pożywienia jednego źródła spożywanego w nadmiarze.

źródło: proveg.com