Indonezja w ogniu

Pożary niszczą południowo-wschodnią Azję, a razem z nią tysiące hektarów lasów i unikatowy ekosystem. W 99% zjawiska te spowodowane są działalnością człowieka.

Indonezja i Malezja to główni producenci oleju palmowego, który stosuje się do wyrobu wielu produktów codziennego użytku. Oficjalne statystyki podają, że 99% procent pożarów wywołują osadnicy i plantatorzy, którzy – by uzyskać grunt pod uprawy – nielegalnie stosują politykę żarową.

Na zdjęciach satelitarnych widać, jak nad Indonezją, a także Singapurem i Malezją, unosi się trujący dym. Pojawiające się od kilku tygodni raporty o stale pogarszającej się jakości powietrza zmusiły władze do tymczasowego zamknięcia tysięcy szkół. Nad indonezyjską prowincja Jambi niebo stało się czerwone. Mieszkańcy tych regionów muszą nosić maski, ponieważ pył rani ich oczy i gardła. PNBP, czyli indonezyjska agencja do zwalczania skutków klęsk żywiołowych, podała, że do końca lipca pożoga pochłonęła 320 tys. hektarów lasów. Straty szacowane są na 16 mld dolarów.

W stosowanym na całym świecie indeksie jakości powietrza AQI globalny poziom zanieczyszczeń standardowo wynosi od 156 do 160 punktów. Obecnie przeprowadzone badania wykazały, że wzrósł do 286 punktów, co kwalifikuje go jako wysoce niezdrowy. O zagrożeniu alarmują już nie tylko naukowcy i ekolodzy, ale także lokalni lekarze. Na oddziały trafia coraz więcej dzieci i dorosłych z problemami układu oddechowego. Odnotowano już kilka przypadków śmiertelnych.

Według danych zgromadzonych przez satelitę pożary nad południowo-wschodnią Azją mają aż tysiąc punktów zapalnych, co utrudnia służbom walkę z żywiołem. Według przewidywań naukowców uda się je ugasić dopiero w październiku wraz z nadejściem pory deszczowej.