Lex Ardanowski. Będą kary za spacery po lesie

Nowa specustawa ministerstwa przeszła przez senat bez poprawek. Według niej każdy, kto będzie spacerował po lesie w trakcie polowań redukcyjnych, może trafić do więzienia. Eksperci mówią, że specustawa jest wycelowana w ekologów i organizacje antyłowieckie. 

SmogLab opublikował ostatnio obszerną rozmowę na temat specustawy z dr Marcinem Urbaniakiem, etykiem i prezesem Akademickiego Stowarzyszenia Przeciwko Myślistwu Rekreacyjnemu. Urbaniak podkreślał, że specustawa, która mówi o karaniu więzieniem osób postronnych spacerujących po lesie w trakcie polowań redukcyjnych, jest tak naprawdę wycelowana w ekologów i organizacje antyłowieckie. 

– Na pewno nie powinno się karać ograniczeniem wolności osób, które przez przypadek znalazły się w trakcie polowania w lesie. Ta specustawa powinna skoncentrować się na określeniu restrykcyjnych wymogów bioasekuracji – od dezynfekowania krwi przez myśliwych, aż po konsultacje z weterynarzami. W ogóle powinien zostać wprowadzony wymóg obecności weterynarzy podczas polowań sanitarnych. Na takie kwestie powinien być stawiany nacisk, a nie na polowania z tłumikiem, groźby więzienia czy ingerowanie w prawo własności, o czym jeszcze nie wspomniałem. Specustawa nie daje możliwości odmowy wpuszczenia myśliwych na swój prywatny teren. Czyli jeśli moja ziemia jest wyłączona z obwodu łowieckiego, to przestaje mieć znaczenie, bo myśliwy można i tak na nią wejść i strzelać do zwierząt. To jest jawne łamanie prawa własności. Mówiąc krótko – specustawa nie powinna stwarzać pozoru walki z epidemią, ale realnie z nią walczyć. Takie powinny być zmiany – mówił Urbaniak. 

Tymczasem w piątkowy wieczór ustawa została przegłosowana przez senat jednym głosem. Lex Ardanowski czeka już tylko na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Będą więc kary grzywny i pozbawienia wolności za utrudnianie polowań – nie będzie można protestować ani spacerować po lesie w momencie odstrzału. 

Czy wybicie zwierząt to sposób na wirusa ASF? Eksperci wskazują na co innego. 

– Głównymi zainteresowanymi są hodowcy trzody chlewnej, która jest źródłem ASF. Wirus przenosi się przez brak bioasekuracji, bo rolnik oszczędza, więc nie utylizuje martwych świń, tylko je zakopuje w lesie. Dziki to zjadają i później są zawirusowane. Ale tego nie roznoszą – wirusa przenoszą myśliwi na butach i oponach, razem z krwią zabitych zwierząt – tłumaczył dr Urbaniak.