Awaryjny eksport energii wiatrowej z Polski do Czech

Elektrownie węglowe dymią sobie w najlepsze. Tymczasem potencjał OZE wzrasta do tego stopnia, że nadwyżki wyprodukowanej przez wiatraki energii musieliśmy posłać sąsiadom. Może czas na porządną rewolucję i transformację, a tym samym zaufanie potencjałowi źródeł odnawialnych?

Największa moc w historii

27 grudnia (niedziela) padł rekord dostarczonej mocy przez polskie elektrownie wiatrowe. Do sieci trafiło 5,7 GW. Po raz pierwszy udział elektrowni węglowych spadł poniżej 50%. W tym czasie wyprodukowały one ok. 8 GW, co stanowi ok. 45% krajowej produkcji. To najniższy wynik w całej historii polskiej energetyki. 

Fotowoltaika od Columbus Energy

Konieczna większa elastyczność

W związku z tak dużym wzrostem energii z OZE, wymagana jest lepsza regulacja prawna w kwestii zagospodarowania nadwyżek mocy. I na pewno większa elastyczność, jeśli chcemy na dobre zrezygnować z węgla i zmniejszyć emisję CO2. Mieliśmy bowiem do czynienia z sytuacją, w której zmniejszone zapotrzebowanie na energię elektryczną notowane corocznie w czasie świąt, połączyło się z rekordem wytwarzanej mocy. Nadwyżkę trzeba było szybko gdzieś wykorzystać. Tym razem Czechy zgodziły się ją przyjąć.

Prognozy pozwoliły uniknąć kryzysu

Na szczęście Polskie Sieci Elektroenergetyczne, dzięki odpowiednim analizom i prognozom przewidziały wzrost i mogły przygotować odpowiednie środki zaradcze. Oprócz transportu do Czech, uruchomiono również elektrownie szczytowo-pompowe, pełniące funkcje magazynów energii. Udało się również zmniejszyć ilość wydzielanej energii w elektrociepłowniach. Nie zmniejszono jednak generacji energii wiatrowej.

Takie sytuacje będą się powtarzać ze względu na coraz większą ilość farm wiatrowych i słonecznych. Konieczna jest bowiem odpowiednia regulacja prawna i wypracowane systemy, jak zachowywać się w takiej sytuacji. Sensowna wydaje się również decyzja o zamknięciu chociaż części elektrociepłowni już teraz, skoro OZE są coraz bardziej samowystarczalne.