Donald Trump

Donald Trump zamknął program monitorowania emisji CO2

Podczas gdy uwaga Amerykanów skupiona jest na problemie z irańskim porozumieniem nuklearnym oraz skandalach z udziałem prawników Prezydenta USA Donalda Trumpa, administracja USA po cichu zamknęła system monitorowania emisji dwutlenku węgla oraz metanu (Carbon Monitoring System – CMS). Rocznie USA przeznaczały na ten projekt badawczy NASA środki w wysokości 10 milionów dolarów.

Eksperci zajmujący się polityką klimatyczną wskazują, że decyzja administracji Donalda Turmpa to poważny błąd. System CMS monitorował przepływ dwutlenku węgla na Ziemi. „Jeśli nie możesz zmierzyć redukcji emisji zanieczyszczeń, to nie możesz być pewien, czy poszczególne kraje wywiązują się z umów” – skomentował dla Science.mag Kelly Sims Gallagher, dyrektor Centrum Środowiska Międzynarodowego i Polityki Surowcowej przy Uniwersytecie Tufts.

Ruch Stanów Zjednoczonych zdecydowanie zagraża weryfikacji krajowych emisji w kontekście porozumień klimatycznych. W ostatnich latach system CMS za pomocą urządzeń satelitarnych i lotniczych monitorował dwutlenek węgla, co pomagało w obserwacji źródeł zanieczyszczeń. Za główny powód anulowania systemu uznano „ograniczenia budżetowe oraz wyższe priorytety w sferze nauki”.

Jak podaje Sciencemag.org, Biały Dom podjął szeroko zakrojony atak na naukę o klimacie, wielokrotnie proponując cięcia w budżecie NASA na naukę o Ziemi, w tym CMS, i anulowanie misji klimatycznych, takich jak Orbiting Carbon Observatory 3 (OCO-3). Steve Cole, rzecznik NASA w Waszyngtonie, zauważył jednak, że obecny poziom dotacji pozwoli na dokończenie niektórych badań, jednak nie umożliwi rozpoczęcia nowych projektów. Jednak NASA podkreśla, że zamknięcie projektu nie sprawi, że monitoring zanieczyszczeń zniknie. Jeszcze w tym roku agencja zainstaluje nowy system badania emisji CO2 – GEDI.

Źródło: Inhabitat, Sciencemag.org, rp.pl

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Bezemisyjny rejs Grety Thunberg

Jak poinformował kapitan, jacht został zaprojektowany z myślą o prędkości, a nie luksusie. – Nie ma pryszniców ani toalet, do wypróżniania posłuży niebieskie wiadro – dodał. Załoga zapewniła, że podróż powinna przebiegać tak szybko, jak będzie to możliwe, ale z uwagi na trwający sezon huraganów na Atlantyku niczego nie można być pewnym. 18-metrowy jacht wyposażony jest w panele słoneczne i podwodne turbiny, które wytwarzają energię elektryczną, pozwalając na bezemisyjną podróż. Silnik ma być używany tylko w sytuacji kryzysowej.