Gigantyczny pożar chemikaliów pod Kielcami. Czy musiało dojść do nieszczęścia?

W minioną niedzielę w podkieleckich Nowinach doszło do groźnego pożaru składowiska niebezpiecznych odpadów. Okazuje się, że przez dwa lata nie udało się doprowadzić do tego, by zlikwidować kłopotliwe miejsce. Dlaczego musiało dojść do zagrożenia życia i zdrowia mieszkańców?

Składowisko niebezpiecznych odpadów – legalne czy nielegalne?

Składowisko odpadów niebezpiecznych przy ulicy Perłowej w podkieleckich Nowinach działało od kilku lat. Początkowo legalnie. Starosta powiatu kieleckiego wydał zgodę na jego funkcjonowanie. Miały tam być pod zadaszeniem magazynowane przed utylizacją odpady zawierające substancje wymienione w opiewającym na 120 pozycji spisie. Problem w tym, że chemikalia przechowywane były w sposób niezgodny z przepisami i nie były utylizowane, więc w miejscu rosła góra rozszczelniających się kontenerów. W sumie chemikaliów było tam aż 30 tysięcy litrów.

Fotowoltaika od Columbus Energy

Co więcej, lista rzeczywiście składowanych tam substancji nijak miała się do tego, co początkowo deklarował właściciel. Wykazała to kontrola przeprowadzona przez Wojewódzki Inspektorat Sanitarny w czerwcu 2018 roku. Wniosków pokontrolnych było zresztą więcej. Gleba została zanieczyszczona substancjami pochodzącymi z produkcji farb, olejów i płynów hamulcowych, które są groźne dla zdrowia ludzi. Co więcej – istniało ryzyko, że przenikną do wód podziemnych. Na domiar złego, składowisko działało w sąsiedztwie ludzkich domostw i ujęcia wody w pobliskich Bolechowicach.

Powiatu kieleckiego nie stać na sprzątanie

Decyzją starosty powiatu kieleckiego zgoda na prowadzenie składowiska została cofnięta, a właścicielowi dano 7 dni na jego likwidację. Przedsiębiorca się z tego nie wywiązał. Wówczas usłyszał zarzuty prokuratorskie. Dziś odsiaduje już karę pozbawienia wolności.

Obowiązek uprzątnięcia miejsca spadł więc na samorząd. I tu pojawia się kolejny problem. Starostwo powiatowe twierdziło początkowo, że to zadanie dla gminy. Gmina – że leży to w kompetencjach starosty. W rezultacie za sprzątanie długo nie zabrał się nikt. Ostatecznie to powiat miał się zająć tym miejscem. Sęk w tym, że… nie było go na to stać.

– Wszczęliśmy postępowanie o zastępczym wykonaniu prac na koszt starostwa i późniejszym ściągnięciu pieniędzy od właściciela. Problem jest w tym, że nie mamy w budżecie takich pieniędzy. Koszty oszacowano na 30 milionów złotych. Starostwo w tym roku nie znajdzie takiej kwoty, bo wszelkie środki są kierowane na walkę z epidemią koronawirusa – poinformował w rozmowie z dziennikiem Echo Dnia Mariusz Ściana, członek zarządu Starostwa Powiatowego w Kielcach.

Co ciekawe, podobne, ale dużo mniejsze składowisko, należące do tego samego właściciela, zostało odkryte również w Kielcach. Urząd Miasta jest w trakcie jego likwidacji. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w proceder związany z tego typu składowiskami zamieszany jest też Tadeusz D., były wójt podkieleckiego Piekoszowa.

Pożary składowiska odpadów pod Kielcami

Tymczasem kłopoty ze składowiskiem przy ulicy Perłowej same się nie rozwiązały. Do gleby wciąż wyciekały chemikalia. Pierwszy pożar, dużo mniejszy niż ten niedzielny, wybuchł tam w już lutym 2020 r. Mogło to być podpalenie. Po tym zdarzeniu impas w sprawie trwał jednak nadal.

Kwietniowy pożar poskutkował alarmem chemicznym dla trzech gmin, z których jedną było miasto Kielce – dwustutysięczna stolica województwa świętokrzyskiego. Słup dymu widoczny był z oddalonej o 20 kilometrów Cedzyny. Ze swych domów musieli być ewakuowani mieszkańcy lokali socjalnych. W sumie 120 osób, wśród których były też te objęte kwarantanną. Na szczęście obyło się bez ofiar. Tego, jak wielkie szkody pociągnie to dla środowiska, dopiero się dowiemy.

Źródło info: echodnia.eu, kielce.tvp.pl

Źródło zdjęć: Dominik Kowalski