Kto jest największym eko-wandalem?

Choć lista kandydatów do zdobycia takiego tytułu stale się poszerza, zdaniem publicystów z The Guardian odpowiedź jest ewidentna: największym eko-wandalem jest obecnie Angela Merkel.

Tak, ta sama kobieta, która skutecznie przekonała przywódców szczytu G7 do zaprzestania korzystania z paliw kopalnych jeszcze do końca tego stulecia. Ta sama, która skłoniła swój kraj do przyjęcia Energiewende – transformacji energetycznej, polegającej na odejściu od wykorzystywania paliw kopalnych i atomu oraz zastąpienia ich odnawialnymi źródłami energii.

Choć lista zasług pani kanclerz jest długa, to o wiele więcej jej działań zasługuje na zaklasyfikowanie jako szkodliwe dla środowiska. Angela Merkel ma bowiem fatalną słabość, polegającą na poddawaniu się wpływom lobbystów dbających o interesy niemieckiego przemysłu i dokonywaniu zmian widocznych jedynie na papierze.

W 2013 roku, po blisko pięciu latach burzliwych negocjacji, kraje europejskie dogadały się i ustaliły nową normę emisji w samochodach – do 2020 pojazdy powinny produkować nie więcej, niż 95 g dwutlenku węgla. Co Angela Merkel zrobiła z powyższą decyzją? Skutecznie się jej pozbyła. Holenderskim i węgierskim firmom samochodowym powiedziała, że ich fabryki na terenie Niemiec zostaną zamknięte; dogadała się z Davidem Cameronem, by pomógł jej zablokować nowe przepisy dotyczące zmian w limitach emisji paliwa. Właśnie dzięki tak brutalnym rozgrywkom zdołała ukrócić nowe porozumienie. Można jedynie domniemywać, że 700 tysięcy euro dotacji, jakie BMW przekazało jej partii, nie stanowi wyrazu niepokoju tej firmy względem swej przyszłości.

Pani kanclerz ma na sumieniu także poważniejsze decyzje: dzięki jej staraniom przyjęto uchwałę, nakazującą ulepszenie standardowych silników, by mogły wykorzystywać biopaliwa. Co ważne, aby uzyskać ilość biopaliwa potrzebną do zasilenia ogromnej rzeszy samochodów, należy przeznaczyć tereny do tej pory zajmowane przez lasy i zboża na uprawy roślin energetycznych. Taka zmiana wiąże się nie tylko z degradacją środowiska i widmem niedożywienia, ale nadmierną emisją dwutlenku węgla do atmosfery, który produkują przecież spalane drzewa i utleniany torf. Wygląda to szczególnie gorzko, jeśli weźmie się pod uwagę setki milionów dolarów, jakie Niemcy wydają właśnie na ograniczenie emisji CO2 do atmosfery.

O ile pozostałe kraje europejskie mogą się poszczycić wyraźnymi spadkami w emisji gazów cieplarnianych, o tyle państwo rządzone przez kanclerz Merkel, mimo olbrzymich nakładów finansowych, produkuje ich coraz więcej. Nie zanosi się, by sytuacja ta prędko uległa zmianie.

Previous Article

W Pile powstał klaster energetyczny

Next Article

Nowy koncept auta elektrycznego od BMW

Dodaj komentarz