PiS wycofuje się ze złożonych deklaracji w sprawie ochrony przed skutkami sąsiedztwa z farmami wiatrowymi?

farmy wiatrowe

Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami. Nie od dziś wiadomo, że podczas gorączki przedwyborczej można obiecać wiele, aby zyskać dodatkowe punkty procentowe. Czy tak było i tym razem?

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości podczas licznych spotkań z mieszkańcami skarżącymi się na uciążliwe sąsiedztwo wiatraków obiecali wprowadzenie nowych przepisów, które na pierwszym miejscu będą stawiać dobro okolicznych mieszkańców.

I rzeczywiście tak się stało. Po przejęciu władzy przez PiS rozpoczął się proces legislacyjny w tej sprawie, motywowany m.in. w ten sposób:

– Wiatraki budowano na dziko, niezgodnie z prawem, oszukując ludzi, którzy oddawali tereny na ten cel. I tego chcemy uniknąć – wypowiadał się w lutym 2016 roku poseł PiS Bogdan Rzońca na temat nowego projektu ustawy zakładającej, że odległość wiatraków od domostw mieszkalnych będzie wynosić minimum dziesięciokrotność wysokości, na jakiej jest umieszczona turbina.

Ustawa oczywiście została przyjęta. Jednak sprawa ta nie jest zakończona, ponieważ w najnowszym projekcie nowelizacji do ustawy, jaką przygotowało Ministerstwo Energii, nie pojawia się zapis regulujący budowę wiatraków i ich odległości od domostw mieszkalnych. Wspomniana zasada dziesięciokrotności została usunięta.

Na pięćdziesiątej pierwszej stronie projektu nowelizacji ustawy próżno szukać zapisu 10H. Skorygowano natomiast przepis określający sposób, w jaki należy mierzyć wymaganą odległość.

Do tej pory stanowił on, że wyliczenie odległości powinno odbywać się między jednym punktem a drugim punktem. Ministerstwo zaproponowało zastąpienie spójnika „a” spójnikiem „albo”.

Ta drobna zmiana może spowodować, że powrócą stare przepisy, na które tak wiele osób się skarżyło.

Czy to oznacza, że rząd dopadła stara ludowa maksyma mówiąca, iż ,,punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”?

Eksperci mówią wprost: to nieetyczny lobbing.

Głos w tej sprawie zabrała profesor Barbara Lebiedowska, ekspertka Komisji Europejskiej ds. akustyki środowiska.

„Wprowadzenie spójnika «albo» spowoduje, że odległość pomiędzy turbiną a budynkiem mieszkalnym nie zostanie w ustawie w ogóle zdefiniowana. Odcinek musi przecież znajdować się między jednym punktem a drugim. Niemożliwe jest, by zawierał się między punktem albo punktem” – wskazuje.

Powyższa interpretacja nie pozostawia złudzeń. Lebiedowska nazwała całą sprawę „aferą spójnikową”, którą można porównać do ,,afery Rywina” lub słynnego określenia ,,i czasopisma”.

Należy wnikliwie obserwować kolejne etapy legislacyjnego kołowrotka związanego z projektem nowelizacji. Może się bowiem okazać, że słowo dane wyborcom z biegiem czasu zatrze się w pamięci posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Na koniec trzeba dodać, że Wiceprezes Rządowego Centrum Legislacji Robert Brochocki zaapelował do przedstawicieli resortu energii o wyjaśnienie sensu „tej niezrozumiałej zmiany”.

Previous Article

Home Depot wydzierżawi 50 dachów pod instalacje fotowoltaiczne

Next Article

Ceny węgla będą rosnąć?

2 komentarze

  1. Panie Tomaszu. zapisu 10h istotnie próżno jest szukać na stronie pięćdziesiątej pierwszej projektu. bo jest na pięćdziesiątej.

Dodaj komentarz