Australia planuje budowę lotniska na Antarktydzie

Australia planuje budowę lotniska na Antarktydzie

Australia zamierza wybudować lądowisko i pas startowy na Antarktydzie. Naukowcy alarmują, że realizacja projektu zwiększy ślad ludzki na tych terenach o 40%. Plan obejmie wysadzenie skał i zastąpienie ich 115 tys. ton betonu, co stanowi zagrożenie dla przyrody, w tym dla kolonii pingwinów. 

Całoroczny dostęp do stacji badawczej i obawy strategiczne

Rząd w Canberze twierdzi, że projekt na wzgórzach Vestfold w Ziemi Księżniczki Elżbiety jest niezbędny. Zapewni on naukowcom i zespołom ratunkowym całoroczny dostęp do stacji polarnej Davis, najbardziej wysuniętej na południe bazy Australii na Antarktydzie. Budowa lotniska miałaby również przeciwdziałać rosnącej obecności Chin na tym kontynencie.

Pas startowy i tony betonowych bloków

Naukowcy uważają, że wielomiliardowy plan będzie stratą pieniędzy i może doprowadzić do niszczycielskiego wyścigu budowlanego między Australią a Chinami. 

– Jest to sytuacja bezprecedensowa na Antarktydzie pod względem skali inwestycji i jej wpływu na środowisko. Chociaż robi się to w imię nauki, niewielu naukowców jest nastawionych do pomysłu entuzjastycznie. Chodzi raczej o machanie flagami i umocnienie obecności Australii w regionie – stwierdził Shaun Brooks z Instytutu Badań Morskich i Antarktycznych Uniwersytetu Tasmanii. 

Pas startowy, który zamierza zbudować Australia, miałby 2,7 km długości i 40 metrów szerokości. Ponadto byłby on stałą konstrukcją na szczycie krajobrazu, składającą się z cementu i prawie 12 tys. betonowych bloków, z których każdy waży ponad 10 ton. 

Brooks podkreśla, że wszystkie pasy startowe na Antarktydzie są lodowe i żwirowe, aby zminimalizować negatywny wpływ infrastruktury na środowisko. Naukowiec zauważa, że z lotniska korzystałoby tylko 19 osób. 

Ogromne zagrożenie dla fauny Antarktydy

Kolejne problemy to zanieczyszczenie, kurz, hałas i emisja dwutlenku węgla. Szacuje się, że wysyłka materiałów z australijskiego miasta Hobart potrwa ponad dekadę i będzie wymagała około 100 rejsów lodołamaczami. Rząd w Canberze twierdzi, że ziemia zostanie spłaszczona poprzez wysadzanie, kruszenie i uzupełnianie. Dodatkowo projekt będzie wymagał m.in. budowy magazynu materiałów wybuchowych i czterokilometrowej drogi dojazdowej. 

Realizacja projektu doprowadziłaby do zniszczenia siedlisk dzikich zwierząt, a także regularne zakłócenia w koloniach petreli olbrzymich, fok i pingwinów białookich. 

Budowa może rozpocząć się za dwa lata

Zgodnie z prawem, samoloty nie powinny latać w promieniu 2,1 km od kolonii pingwinów. Natomiast w promieniu 500 metrów od fok lęgowych nie powinien znajdować się pas startowy. 

Australijski Wydział Antarktyczny poinformował, że przeprowadzi analizę wpływu projektu na środowisko, a następnie przedłoży innym krajom traktatu antarktycznego do konsultacji publicznych.

Plany budowy lotniska w Davis pojawiły się po raz pierwszy kilkadziesiąt lat temu, ale poprzednie rządy sprzeciwiały się przedsięwzięciu, z uwagi na wysokie koszty. W ostatnich latach pomysł powrócił i obecnie promuje go szef Australijskiej Dywizji Antarktycznej, Kim Ellis, były wojskowy i dyrektor naczelnego lotniska w Sydney.

Ostateczna decyzja co do realizacji projektu ma zapaść w 2022 roku. Jeżeli rząd wyda zezwolenia, budowa rozpocznie się w 2023 roku i potrwa do ok. 2040 roku. 

Należy szukać alternatyw

Ekolodzy twierdzą, że istnieją realne alternatywy, takie jak samoloty, które używają nart zamiast kół do startu i lądowania. Wojsko USA udowodniło, że jest to możliwe nawet w mroku zimy, wlatując do jednej ze swoich baz z noktowizorem, aby ewakuować rannego naukowca w 2008 roku. 

– Skala tego projektu jest niezgodna z faktycznymi wymaganiami. Myślę, że realizacja budowy zachęci innych do zrobienia czegoś podobnego skomentował Brooks. Kłóci się to ze stwierdzeniem Australii, że jest liderem w dziedzinie ochrony środowiska. 

Źródło: theguardian.com