Człowiek największym zagrożeniem dla dzikich zwierząt

Nikogo raczej nie zdziwi fakt, że to człowiek w największym stopniu odpowiada za redukcję liczebności zwierząt na świecie. Można wręcz stwierdzić, że jest to banał. Naukowcy z Uniwersytetu w Southampton poszli dalej – opracowali prognozy na kolejne stulecie. Wyniki badań nie wyglądają zbyt optymistycznie.

Redukcja liczebności zwierząt na świecie, a także zmniejszanie gatunków, wynika nie tylko z zagrożenia wandalizmem, kłusownictwem, globalnym ociepleniem czy nawet zanieczyszczaniem środowiska naturalnego. Dużym problemem dla dzikiej fauny jest niszczenie ich naturalnych siedlisk (wylesianie, rolnictwo, urbanizacja). Jaki ma to wpływ na różnorodność gatunkową?

Mniejszym łatwiej będzie przetrwać

Naukowcy z Uniwersytetu w Southampton utrzymują, że działalność człowieka jest najbardziej niesprzyjająca dla zwierząt o dużych rozmiarach. Oczywiście znaczenie mają nie tylko ich „gabaryty”, ale najważniejsza cecha, która pomaga w przetrwaniu – zdolność do przystosowania się.

W przyszłości dominować będą gatunki krótko żyjące, małe, żywiące się owadami, które mogą przystosować się do życia w różnych warunkach – twierdzą naukowcy. Zmiany w różnorodności gatunkowej mogą mieć katastrofalny i trudny do przewidzenia wpływ na równowagę ekologiczną. — Utrata gatunków, które pełnią unikalną funkcję w naszym ekosystemie, może stać się siłą napędową zmian – twierdzi Rob Cooke, główny autor badania.

Naukowcy przeanalizowali 15 tys. ssaków lądowych i ptaków, biorąc pod uwagę ich rozmiary, występowanie, wpływ na inne gatunki, a także preferowane pożywienie. Wyniki opublikowano w “Nature Communications”. Czy obecni giganci wśród zwierząt podzielą los nosorożca białego północnego i innych wymarłych gatunków?

Dodaj komentarz

Zapisz się do naszego newslettera

Wysyłamy maksymalnie jedną wiadomość w tygodniu, nie spamujemy!

Czytaj więcej:

Płoną lasy Amazonii, Rosji i Hiszpanii. To efekt ludzkich działań i suszy

Płonący las deszczowy Amazonii można zaobserwować z kosmosu, rosyjskich torfowisk może się nie dać ugasić, a ogień na Gran Canarii strawił już ponad 10 tys. hektarów obszaru zalesionego oraz łąk. Bilans jest tragiczny. Obserwatorzy wskazują, że w porównaniu z tą samą porą rok temu nastąpił wzrost liczby pożarów o 84%.