1200x628 4
Reklama

Instalacja fotowoltaiczna z magazynem energii

Poznaj orientacyjne koszty

Poziom wody w Bałtyku coraz wyższy. Jak może zmienić się polskie wybrzeże?

Poziom wody w Bałtyku coraz wyższy. Jak może zmienić się polskie wybrzeże?

Do końca stulecia polska linia brzegowa może wyglądać zupełnie inaczej niż teraz. Istnieje zagrożenie, że częściowo pod wodą znajdą się takie miasta jak Gdańsk, Elbląg Stegna, Darłowo czy Szczecin. Powodem jest wzrost poziomu Morza Bałtyckiego. Dlaczego tak się dzieje?

CFF OPP 450 250 1CFF baner poziom B3 CFA 8.02
Reklama

Polskie wybrzeże zagrożone zalaniem 

Czy wiesz, że część Gdańska może znaleźć się pod wodą jeszcze w tym stuleciu? Tak wynika z analizy naukowców z amerykańskiej organizacji non-profit, która zajmuje się popularyzacją wiedzy z zakresu klimatologii. Climate Central to autorzy map, dzięki którym każdy może sprawdzić, jak będą zmieniać się linie wybrzeżne w najbliższych dekadach. 

Scenariusz, jeśli chodzi o Bałtyk i polskie, nadmorskie miasta nie jest optymistyczny. Lista terenów, które mogą zniknąć pod wodą do końca stulecia jest całkiem długa, a należą do nich:

  • Park Krajobrazowy Dolina Dolnej Odry;
  • brzegi jeziora Dąbie i Zalewu Szczecińskiego;
  • południowa i południowo-wschodnia część Świnoujścia i jego wybrzeże;
  • środkowa część Międzyzdrojów i jego wybrzeże;
  • brzegi Zalewu Kamieńskiego;
  • zachodnie wybrzeże Pobierowa;
  • obszar od ujścia rzeki Rega do jeziora Resko Przymorskie;
  • Ekopark Wschodni w Kołobrzegu;
  • wybrzeże na wysokości Mielna;
  • okolice Pucka i Rewy;
  • obszar rozciągający się od Gdańska do Elbląga (Żuławy Wiślane).

Co grozi polskiemu wybrzeżu? Po pierwsze podnoszący się poziom mórz i oceanów, który wynika z topnienia lodowców, a także wzrost objętości wody wraz z rosnącą temperaturą wody. Niemniej nadbałtyckim regionom zagrażają jeszcze dodatkowe dwa czynniki – gwałtowne opady deszczu w okresie letnim, a także wysokie ryzyko zapadania się gruntów. 

Jednak warto mieć na uwadzę, że interaktywna mapa Climate Central nie bierze pod uwagę istniejących zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Włączając ten czynnik można wywnioskować, że najbardziej zagrożone zalaniem są: Żuławy Wiślane, Gdańsk, Darłowo, Dziwnów, Kamień Pomorski, Świnoujście, wybrzeże Zatoki Szczecińskiej, okolice jezior Łebsko, Gardno i Resko Przymorskie. 

Jak szybko podnosi się poziom wody w Bałtyku?

Średnio na całej planecie poziom morza rośnie w tempie około 4,8 mm w ciągu roku. Jeśli chodzi o Bałtyk, w latach 1993-2019 jego poziom wzrastał o około 3-4 mm rocznie. A to tempo cały czas się zwiększa. Szacuje się, że w XXI wieku może się podnieść od 60 do 110 cm. 

W miastach takich jak Ustka czy Kołobrzeg poziom morza jest już o 20 cm wyższy niż kiedy budowano tam nabrzeża. A w Gdańsku, który stopniowo osiada, to już różnica 30 cm mówił w rozmowie z Nauką w Polsce prof. Jacek Piskozub z Instytutu Oceanologii PAN.

W Polsce wzrost poziomu mórz najpierw będzie zauważalny podczas sztormów, najczęściej pojawiających się zimą. Wiatr spiętrza wtedy morze przy brzegu nawet o metr (chociaż rekordowo – w Świnoujściu pod koniec XIX wieku – w nawet o prawie 3 metry). Już teraz w niektórych miastach brakuje np. 1-3 cm nabrzeża i fale w czasie sztormu przedostają się przez nabrzeże.

Co dalej z polskimi plażami?

Dlaczego topiące się lodowce zwiększają poziom mórz? 

Wiemy, że podobne temperatury do tych, które obserwujemy dzisiaj miały miejsce około 120 tys. lat temu – w interglacjale eemskim. Wówczas średnia temperatura planety była wyższa o około 1°C. To próg, który możemy przekroczyć jeszcze w tym stuleciu, jeśli polityka klimatyczna się nie zmieni i nie przyjmie bardziej ambitnych celów. A jak miały się wówczas morza i oceany? Ich poziom był wyższy o 6 metrów w porównaniu do tego, jak wygląda to aktualnie. 

Główny powód wzrostu poziomu mórz jest związany z ociepleniem klimatu, a w efekcie szybkim topnieniem lodowców i lądolodów. Ale jak to możliwe skoro lód pływający w wodzie nie zwiększa jej poziomu? Gdyby lodowce unosiły się na powierzchni skala problemu byłaby niewielka. Jednak duża ich część jest osadzona na lądach bądź dnie morskim. Właśnie dlatego, gdy lód topnieje i spływają do większego zbiornika wody, od razu zwiększa objętość wody i podnosi poziom mórz. Co więcej, lodowiec wcale nie musi całkiem stopić się całkowicie, aby to się wydarzyło – wystarczy, że jego fragment zsunie się z lądu. 

Lodowce – duże tafle lodu i śniegu – występują na lądzie przez cały rok. Występują w górach na każdym kontynencie, z wyjątkiem Australii. (…) Wraz ze wzrostem temperatury lodowce topnieją szybciej, niż gromadzą nowy śnieg. Gdy te pokrywy lodowe i lodowce topnieją, woda ostatecznie wpływa do oceanu, powodując wzrost poziomu mórz możemy przeczytać na stronie Jet Propulsion Laboratory, jednego z centrum badawczych NASA. 

Biorąc to pod uwagę możemy przewidzieć, że całkowite stopnienie pokrywy lodowej samej Grenlandii, która liczy 1,7 mln km2 doprowadziłoby do wzrostu poziomu mórz o około 7 metrów. Tymczasem topnienie Antarktydy sprawiłoby, że poziom mórz byłby nawet o 60 metrów wyższy!

Źródła: interia.pl, naukaoklimacie.pl, demagog.otg.pl

Fot. główna: Canva 

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.