Jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów – dziennikarz Jakub Rybicki o roli sztuki w czasach wojny

Jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów – dziennikarz Jakub Rybicki o roli sztuki w czasach wojny

Opowiada ciekawe historie i publikuje – jak sam określa – “ładne zdjęcia”. Fotograf i reportażysta Jakub Rybicki na swojej witrynie “Stories told with vision” prezentuje świat uchwycony okiem obiektywu. Zdjęcia artysty są wzbogacane opisem sytuacji i kontekstem. Był w Ukrainie w 2014 roku podczas Euromajdanu i wojny w Donbasie. Pojechał tam również w tym roku. Z Jakubem Rybickim rozmawiamy o wojnie, odradzającej się przyrodzie, katastrofach ekologicznych, elektrowni w Czarnobylu i sztuce.

Jakie konsekwencje dla przyrody mają według Ciebie działania zbrojne? 

Poza oczywistymi stratami, takimi jak sprzęt wojenny na dnie rzek i zbiorników wodnych (a więc wycieki paliwa i innych toksycznych substancji), płonącymi bazami paliwowymi, zbiornikami z ropą są też bardziej prozaiczne zanieczyszczenia, jak „walająca się” amunicja, łuski pocisków i elementy rakiet. 

DSC 8026
Ukraina 2014, materiały prywatne udostępnione przez Jakuba Rybickiego

Czyli mnóstwo ołowiu… 

Toksycznego ołowiu. Ale warto w tym miejscu przypomnieć, że np. w polskich lasach problemem jest amunicja ołowiana (używana głównie w broni myśliwskiej, więc akurat ta nie będzie raczej powszechna na Ukrainie). W Polsce (i nie tylko) ptaki wodne zjadają śrut zalegający na dnie zbiorników, a drapieżniki zjadają go w mięsie ofiar. Co roku w Unii Europejskiej myśliwi pozostawiają na polach, w lasach i wodzie nawet 50 tysięcy ton ołowiu, a to bardzo toksyczny pierwiastek.

Od 2022 roku obowiązuje zakaz używania ołowiu na terenach podmokłych w Unii Europejskiej.

Skoro jesteśmy przy zwierzętach. Nie możemy zapomnieć, że one również są ofiarami wojny.

Oczywiście. Działania wojenne są ogromnym stresem dla zwierząt, co może skutkować zaburzeniami behawioralnymi, ale również np. spadkiem płodności. Wiadomo, że płoszone stada ptaków zużywają więcej energii, a zatem muszą spożywać więcej pożywienia – w normalnych warunkach irytuje to rolników, którym takie stada wyjadają ziarna z pól. Ale co w sytuacji, gdy pola nie będą obsiane? Gdzie będą szukać pożywienia?

Problem braku jedzenia dotknie też ludzi.

Podczas każdej wojny brakuje jedzenia, staje produkcja rolna i zaopatrzenie.Jeśli konflikt będzie się przedłużał, zwierzęta mogą zostać potraktowane jako jedzenie. Zarówno rosyjscy, jak i ukraińscy żołnierze (jeśli przejdą do działań partyzanckich) mogą poszukiwać w lasach i stepach jedzenia.

Dużym zagrożeniem dla przyrody są również pożary.

Jeśli nastąpi susza, możemy się spodziewać samoczynnych podpaleń w wyniku działań wojennych. A to jest bardzo niebezpieczne. 

Na początku kwietnia 2020 roku miały miejsce potężne pożary w strefie wykluczenia wokół Czarnobyla. Mogły doprowadzić do uwolnienia do atmosfery radioaktywnych pierwiastków, nie wspominając o CO2 i stratach dla przyrody. Wkrótce potem zresztą wybuchł pożar nad Biebrzą. Takie susze w nietypowych porach roku będą dotykać nas coraz częściej. Jeśli nałożą się na działania zbrojne, to mogą prowadzić do większej liczby pożarów.

Niestety zmiany klimatu, których doświadczamy, jeszcze bardziej pogarszają sytuację.

Powiem więcej, zmiany klimatyczne przyczyniają się też do wojen! Przykładem jest wojna w Syrii. Wybuch niezadowolenia społecznego nastąpił po długoletniej suszy. Wielu Syryjczyków było zmuszonych przenieść się ze wsi do miast, w których nie mieli często pracy i środków do godnego życia. Taka sytuacja sprzyjała radykalizacji nastrojów.

Wspomniałeś o Czarnobylu. To miejsce, gdzie przyroda pokazała swoją siłę. 

Czarnobyl to w tym momencie jeden z największych dzikich rezerwatów przyrody w Europie. Łącznie strefy zamknięte na Ukrainie i Białorusi, zajmują obszar nieco ponad 4144 km2 Choć na terenach „stref wykluczenia” nie powołano parków narodowych, to faktycznie występuje tam ochrona ścisła. Jedynym wyjątkiem jest gospodarka leśna prowadzona w celu zapobiegania pożarom, które mogłyby uwolnić skażenie do atmosfery. W części białoruskiej miały miejsce też intensywne zalesienia. Ponad 70% najbardziej skażonej strefy jest dziś w granicach Białorusi i funkcjonuje jako Poleski Rezerwat Radiacyjno-Ekologiczny. Możliwości odwiedzania strefy są ograniczone, ale nie jest to niemożliwe. Po stronie ukraińskiej utworzony został Czarnobylski Radio-Ekologiczny Rezerwat Biosfery. 

DSC 8933 2
Ukraina 2014, materiały prywatne udostępnione przez Jakuba Rybickiego

Co to oznacza dla życia ludzi i równowagi w przyrodzie?

Okazało się, że dla zwierząt większym problemem jest człowiek, niż promieniowanie. Zwierzęta instynktownie unikają najbardziej skażonych miejsc, a liczba mutacji jest umiarkowana. Naukowcy spierają się o jej skalę, ale na pewno nie ma tam trzygłowych wilków czy węży świecących na zielono. Po odejściu ludzi nastąpiła dość szybka renaturyzacja tych terenów. Łąki i pola zarosły, sady zdziczały, a osuszone bagna po zamuleniu rowów melioracyjnych wróciły do pierwotnego stanu. Proces odbudowy populacji zwierząt na tych terenach sam w sobie jest fascynujący – zaczęło się od gradacji gryzoni, dla których porzucone ludzkie domostwa i zboże były prawdziwym rajem. Obecnie populacja zwierząt jest stabilna i znacznie bogatsza, niż w lasach Europy. 

Jaki gość pojawił się po długiej nieobecności w strefie?

Około 70 gatunków występujących obecnie na terenie strefy znajduje się w „Czerwonej księdze gatunków zagrożonych” lub w „Białoruskiej czerwonej księdze zwierząt”. Powrócił m.in. niedźwiedź brunatny, niewidziany tu od 200 lat. 

To niesamowite miejsce do obserwacji przyrody.

Spodziewam się, że w najbliższych latach nastąpi szersze otwarcie zarówno strefy na turystów i przyrodników, oczywiście zakładając, że wrócimy do normalności. Po stronie ukraińskiej już zresztą się do tego przygotowywano. Nie chodzi mi tu o regularne, odbywające się od wielu lat wycieczki do opuszczonego miasta Prypeć, które samo w sobie pokazuje jak przyroda triumfuje nad cywilizacją, ale również rejsy po Prypeci, dla których pogłębiano jej koryto oraz inne formy turystyki w zonie.

DSC 7994 3
Ukraina 2014, materiały prywatne udostępnione przez Jakuba Rybickiego

Na co dzień zajmujesz się sztuką fotografii. Powiedz, jak obrazy wpływają na nas i jaką rolę odgrywają w naszym życiu.

To piękne i trudne pytanie. Większość z nas jest wzrokowcami. Nie wzięło się znikąd powiedzenie, że „jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów”. Obecnie wojnę możemy oglądać właściwie na żywo – w każdej chwili jesteśmy zalewani nieprzerwanym strumieniem filmów i zdjęć z pola walki. Jak straszne by nie były, prędzej czy później nam powszednieją. Tak jest już skonstruowany ludzki mózg, że nie jesteśmy w stanie reagować z tą samą siłą na powtarzające się obrazy. 

Jak zatem wpływać na ludzi, jak wstrząsać nimi, by nie pozostawali obojętni na cierpienie? 

Albo dostarczać im coraz bardziej drastyczne obrazy, albo wznieść się na inny poziom, który nazywamy sztuką właśnie. Sztuka to dialog dzieła z odbiorcą i wywoływanie w nim emocji. Jak to zrobić? To już pytanie do artysty. Może to być odwołanie się do klisz kulturowych, wielowymiarowość obrazu, wyjątkowa estetyka, albo połączenie z sugestywnym komentarzem, nasuwającym interpretację. Dobry obraz (w tym oczywiście zdjęcie) zawsze jest metaforą, odnośnikiem do jakiegoś wyższego poziomu. Tu widzę rolę artysty.

Jaki masz sposób, by uwolnić myśli, będąc na bieżąco z doniesieniami wojennymi?

Pomocna jest sztuka. Z poprzedniego konfliktu na Ukrainie – Euromajdanu – przywiozłem plakaty/obrazy Andrieja Jermolenki. Wiszą obecnie w moim domu i przypominają o tych wydarzeniach, podobnie jak niektóre zdjęcia. Dzieło jest ponadczasowe, a filmik żyje kilka minut, godzin, dni. Dlatego teraz też wyszukuję artystów, nie tylko ukraińskich, żeby wyrwać się z potoku informacji, zatrzymać i pomyśleć. Nie jest łatwo wyłowić perełki spośród obrazów, które docierają do nas każdego dnia, ale gorąco do tego zachęcam, może da nam to więcej, niż oglądanie wiadomości.

DSC 8097
Jakub Rybicki

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.