Pojezierze Gnieźnieńskie wysycha. Ekolodzy domagają się powołania sztabu kryzysowego

Pojezierze Gnieźnieńskie wysycha. Ekolodzy domagają się powołania sztabu kryzysowego

Widmo katastrofy hydrologicznej zawisło nad Wielkopolską. W czerwcu tego roku na Pojezierzu Gnieźnieńskim doszło do całkowitego wyschnięcia dwóch jezior: Kownackiego i Wilczyńskiego. Od tej pory sytuacja znacznie się pogorszyła – wyschły kanały, a poziom wody w pozostałych zbiornikach w regionie regularnie się obniża. Kto jest za to odpowiedzialny?

Demonstracja ekologów i mieszkańców

Mieszkańcy Pojezierza Gnieźnieńskiego są zaniepokojeni wysychaniem kolejnych jezior, a także poważnym zanieczyszczeniem wód. Sytuacja jest na tyle poważna, że lokalna społeczność domaga się zwołania sztabu kryzysowego i podjęcia zdecydowanych działań. Wystosowano w tej sprawie pismo do wojewody wielkopolskiego, które nie doczekało się odpowiedzi. Z tego powodu, przy wsparciu aktywistów, pod siedzibą urzędu wojewódzkiego postanowiono zorganizować protest.

Wszystkiemu winna kopalnia

Wysychanie wód stojących na Pojezierzu Gnieźnieńskim nie jest spowodowane naturalnymi procesami, lecz działalnością człowieka. Od 70 lat na tym terenie działa bowiem Kopalnia Węgla Brunatnego „Konin”, która należy do Zespół Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin.

Dwa lata przed powstaniem odkrywki montuje się pompy głębinowe, które dzień i noc osuszają teren. Proszę sobie wyobrazić, na pograniczu Wielkopolski i Kujaw pompuje się wodę od 75 lat bez przerwy!  -tłumaczy Józef Drzazgowski ze Stowarzyszenia Ekologicznego Eko-Przyjezierze. 

W ten sposób odpompowano już ponad 10 mld sześciennych wody, którą wykorzystuje się do chłodzenia turbin w elektrowni. Z tego powodu nie wraca ona na odpompowany teren. Kopalnia postanowiła zapobiec skutkom melioryzacji tworząc trzy sztuczne zbiorniki. Według naukowców nie jest to jednak działanie, które może zapobiec kryzysowi.

Straty trudno oszacować

Kryzys ekologiczny to nie jedyny skutek wywołany przesuszeniem terenu. Protestujący wskazują również na ekonomiczne i gospodarcze następstwa. W rejonie umiera turystyka, a wpływy z niej maleją. Rolnicy nie mają czym nawadniać pól, dlatego ich plony stają się coraz mniej obfite. Ponadto gleba torfowa z dna jeziora, ulegając rozkładowi roznosi bardzo nieprzyjemny zapach na całą okolicę.

Przepisy uniemożliwiają zdecydowane działanie

Na demonstracji pojawiło się ok. 50 osób, wśród nich również Józef Drzazgowski, który w wyjątkowo gorzki sposób podsumował sytuację.

Gdzie pan jest, panie wojewodo? Pan jest przedstawicielem rządu w terenie. (…) Gdzie są pana instytucje odpowiedzialne za środowisko? Nie widzicie jaka woda płynie do Gopła, koloru brunatnej brei. Nie widzicie, że wysychają jeziora i rzeki – przyjedźcie, zobaczcie!

Przedstawiciel Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego Tomasz Stube skomentował sprawę dla PAP. Wyjaśnił, że wojewoda nie może powołać sztabu kryzysowego w tej sprawie, bo degradacja Pojezierza Gnieźnieńskiego nie jest zdarzeniem nagłym , więc nie podlega tej legislacji. Takie kompetencje posiada jedynie Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i według Stube to do niej powinni się zgłosić pikietujący.

Czy władze podejmą się realnego działania, czy będą tylko przerzucać się odpowiedzialnością? Jedno jest pewne – jeśli nie zostaną podjęte natychmiastowe i zdecydowane kroki, już niedługo Gopło pozostanie tylko wspomnieniem w twórczości Słowackiego. 

Źródło: smoglab.pl, portalkomunalny.pl