Susza w Polsce. Pogłębi ją gorący sierpień

Susza w Polsce. Pogłębi ją gorący sierpień

Problem niedoboru wody w Polsce się pogłębia. Zmieniający się klimat, wysokie temperatury, nieumiejętne zarządzanie intensywnymi opadami, które następują po okresach ubogich w deszcz. To kilka czynników, które sprawiają, że nasz kraj jest jednym z państw najbardziej zagrożonych kryzysem wodnym.

Jest coraz cieplej

Praktycznie cała Europa mierzy się z wyższymi niż dotychczas temperaturami. W wielu miejscach odnotowano ponad 40°C, a tropikalne upały doprowadziły do wielu ofiar śmiertelnych. Według ekspertów Met Office są coraz większe szanse, że próg 1,5°C przekroczymy w ciągu 5 lat. Prawdopodobieństwo, że w tym czasu padną kolejne rekordy temperatur wynosi aż 93%. Grzegorz Walijewski, meteorolog i rzecznik IMGW zapowiedział, że w sierpniu temperatury w Polsce będą wyższe od normy wieloletniej z ostatnich 30 lat, a termometry pokażą miejscami 35–36°C. Może to oznaczać pobicie maksymalnych rekordów temperatury.

– Czytaj także: Podatek od betonu. Nowy sposób rządu na walkę z suszą

Susza w Polsce – sytuacja hydrologiczna w kraju

Wysokie temperatury i skąpe upały mają wpływ na sytuację hydrologiczną w Polsce, która już w lipcu była bardzo niekorzystna. Według mapy ostrzeżeń hydrologicznych IMGW w tej chwili ostrzeżenia przed suszą hydrologiczną wciąż obowiązują na znacznej części obszaru kraju, szczególności w zachodniej i południowo-zachodniej Polsce. Na około 64% stacji pomiarowych na polskich rzekach rejestrowane są niskie stany wody.

ev sustainability digital ad 300x250 921167513 PL final jun28 1
ev sustainability digital ad 750x200 949073423 PL PL Aug22 final 1

Zdecydowanie można powiedzieć, że mamy w Polsce problem z dostępem do wody. Natomiast to nie jest tylko i wyłącznie kwestia upałów, ale i m.in. bezśnieżnych zim czy infrastruktury w miastach, która nie zawsze jest wydolna – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Grochowski, prezes zarządu Retencja.pl.

Czy zabraknie nam wody?

W ostatnich tygodniach w wielu gminach władze apelowały do mieszkańców o rozsądne gospodarowanie wodą i ograniczenie jej zużycia do podlewania trawników, ogrodów, mycia samochodów czy napełniania przydomowych basenów albo wręcz zakazywały używania wody w celach innych niż bytowe. Państwowe Gospodarstwo Wodne – Wody Polskie także podkreśla, że konieczne jest racjonalne korzystanie z dostępnych zasobów, ale jednocześnie wskazuje, że wody pitnej w Polsce nie zabraknie. Ponad 70% wody przeznaczonej do picia pochodzi bowiem z ujęć podziemnych, a tylko 30% jest pobierane z wód powierzchniowych. Ujęcia powierzchniowe przeważają jedynie w Małopolsce i na Śląsku.

Inwestycja w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną

Zdaniem PGW Wody Polskie główną przyczyną wprowadzanych przez gminy ograniczeń w dostawach wody był spadek ciśnienia w wodociągach spowodowany m.in. podlewaniem przydomowych trawników i ogródków. Aby nie dochodziło do takich sytuacji prowadzone są inwestycje w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną. W ciągu ostatnich kilkunastu lat gminy zainwestowały – głównie ze środków unijnych –  ponad 80 mld zł.

W Polsce przez ostatnie lata miliardy złotych były kierowane na inwestycje rzeczne. Natomiast polskie miasta na zabiegi związane z retencją dostały łącznie około 100 mln zł. Proporcje powinny być zupełnie inne. Retencja wykorzystywana na cele komunalne tylko w niewielkim stopniu korzysta z tej wody, którą mamy w rzekach. Biorąc pod uwagę, że większość Polaków mieszka jednak w miastach – a według prognoz do 2050 roku już ok. 3/4 populacji będzie mieszkać w zabetonowanych miastach – powinniśmy bardziej przenieść ten ciężar związany z retencją na inwestycje w ośrodkach miejskich – zauważa ekspert.

– Czytaj także: Susza to stres. Dla rolnictwa i dla roślin. Opowiada dr hab. inż. Paweł K. Bereś, prof. IOR – PIB, kierownik Terenowej Stacji Doświadczalnej Instytutu Ochrony Roślin – PIB w Rzeszowie. 

Nieumiejętne zarządzanie deszczówką

Problem niedoboru wody w Polsce pogłębia nieumiejętne zarządzanie intensywnymi opadami, które następują po okresach ubogich w deszcz. Podczas ulewy woda trafia na wysuszony grunt i nie jest w stanie dotrzeć w głąb gleby, a jedynie spływa po jej powierzchni i jeśli infrastruktura na to pozwala, jest odprowadzona do sieci kanalizacyjnej. To oznacza, że tylko znikoma część gwałtownego opadu zasila wody podziemne. Na dodatek miasta – z ciągle rosnącą infrastrukturą handlową i mieszkaniową oraz powstającymi wokół nich parkingami czy betonowymi placami – jeszcze bardziej zmniejszają zdolności retencyjne gleby, uniemożliwiając sprawny obieg wody.

– Powinniśmy zacząć śmielej wykorzystywać wody opadowe i traktować je nie jako problem, ale jako potencjał. Mam tu na myśli np. podlewanie zieleni, mycie ulic czy spłukiwanie toalet. Na zachodzie Europy coraz częstsze są takie rozwiązania. Hotele czy różnego rodzaju obiekty użyteczności publicznej mają właśnie taką infrastrukturę, która pozwala na wykorzystanie deszczówki mówi prezes Retencja.pl. 

Woda opadowa jest ogromnym potencjałem i jest jej wielokrotnie więcej niż tej, którą mamy w miastach. I naszym celem powinno być wykorzystanie tego nieograniczonego potencjału. W niedalekiej przyszłości moglibyśmy też pomyśleć o wykorzystaniu wody opadowej np. w procesach technologicznych czy związanych z produkcją – dodaje ekspert.

Odpowiednie zagospodarowanie wody opadowej oznacza skuteczny odbiór nawet gwałtownych opadów, a następnie ich zgromadzenie oraz efektywne rozprowadzenie. Pierwszym miejscem, gdzie można wprowadzić takie rozwiązania, jest przestrzeń wokół domów i osiedli.

Sposoby na retencję

Szacuje się, że podczas deszczu z dachu o powierzchni 120 mkw. przez 20 min można zebrać nawet 360 l wody. Warunkiem jest wdrożenie odpowiednich rozwiązań, które pozwolą ją efektywnie zgromadzić i dalej zagospodarować.

– Największym wyzwaniem jest zebranie tej wody, która spada w sposób bardzo ulewny. Rozwiązań jest mnóstwo, to oczywiście mogą być zbiorniki retencyjne, otwarte, zamknięte, naziemne lub podziemne. Coraz większą popularnością cieszy się też tzw. błękitno-zielona infrastruktura, zielone dachy, zielone ściany, ogrody deszczowe czy chociażby niekoszenie traw. Jest cały katalog różnych rozwiązań, które mają na celu zebranie wody opadowej i zatrzymanie jej w miejscu powstawania – mówi prezes Retencja.pl.

W Polsce na jednego mieszkańca przypada rocznie około 1,8 tys. m³ wody, ale w okresach suszy jej ilość spada nawet do 1,1 tys. m³. Tymczasem średnia w Europie jest prawie trzykrotnie wyższa i wynosi ok. 5 tys. m³. Według definicji przyjętej przez ONZ granicą „stresu wodnego”, czyli zagrożenia deficytem wody, jest próg 1,7 tys. m³ na osobę. Z ekspertyzy „Woda w rolnictwie”, opracowanej z inicjatywy Koalicji Żywa Ziemia we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla i WWF Polska wynika, że jesteśmy jednym z państw najbardziej zagrożonych kryzysem wodnym, który postępuje wraz ze zmianami klimatycznymi.Źródło: biznes.newseria.pl/

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.