Ustawa wiatrakowa doczekała się zmian. Czy to zielone światło dla energetyki wiatrowej? [AKTUALIZACJA 9.03.2022]

Ustawa wiatrakowa doczekała się zmian. Czy to zielone światło dla energetyki wiatrowej? [AKTUALIZACJA 9.03.2022]

Oprócz 10H będzie 700 m. Tak brzmi kompromis w sprawie ustawy wiatrakowej i limitu odległościowego farm wiatrowych od budynków mieszkalnych, który przeszedł przez Sejm. Czy to rozwiąże problemy rozwoju energetyki wiatrowej w Polsce i odblokuje środki z Krajowego Planu Odbudowy? Są poważne wątpliwości. Senat zaproponował 9 poprawek, m.in. przywrócenie 500 m, jednak posłowie odrzucili tę propozycję. Teraz ustawa czeka na podpis prezydenta.

Podcast

Ustawa wiatrakowa zmieniona? 

Pytając ekspertów o kluczowe blokady dla postępu transformacji energetycznej w Polsce, można spodziewać się odpowiedzi – ustawa odległościowa 10H. Zgodnie z ustaleniami z 2016 roku nowe turbiny można umieszczać w dystansie co najmniej 10-krotnie większym niż wysokość wiatraka wraz z łopatami, a to blokuje większość projektów, a zarazem postęp transformacji energetycznej.

Liberalizacja przepisów dotyczących limitu odległości farm wiatrowych od budynków mieszkalnych była osią sporu polityki energetycznej w ostatnich miesiącach. W końcu po wielu zmianach doczekaliśmy się konsensusu. Jednak czy to na pewno dobra wiadomość?

Sejm zdecydował, że nowelizacja ustawy wiatrakowej się odbędzie. Za uchwalaniem zmienionej ustawy głosowało 214 posłów, 27 było przeciw, a 209 wstrzymało się od głosu. Jak brzmi werdykt?

Oprócz 10H będzie też 700 m. Zgodnie z nowymi przepisami wiatraki będą mogły powstawać w odległości minimalnej równej 700 m od terenów zabudowanych, jeśli spełnione zostaną konkretne warunki. Aktualna zasada odległościowa 10H nadal będzie obowiązywać. Warunkiem odległości mniejszej niż 10-krotność wysokości wiatraka ma być pozytywny wynik strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ) wykonywanej w ramach Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego. 

Co może być lepszą wiadomością, nowa ustawa wiatrakowa zakłada dodatkowe korzyści dla mieszkańców – 10% mocy elektrowni ma być zarezerwowana na użytek lokalnej społeczności. Pozostają jednak wątpliwości, czy zaproponowane 700 m wystarczy, aby zachęcić do inwestowania w energetykę wiatrową. 

Senat chce mniej niż 500 m

20 lutego odbyło się posiedzenie Senatu, na którym przyjęto poprawkę do ustawy wiatrakowej. Członkowie wyższej izby parlamentu jednogłośnie stwierdzili, że ustalenie minimalnej odległości 700 m nie pomoże odblokować rozwoju energii wiatrowej w Polsce. Żaden z 94 senatorów nie zgłosił sprzeciwu ani nie wstrzymał się od głosu.

Senat zaproponował więcej niż powrót do poprzednich ustaleń odnośnie odległości turbin wiatrowych od budynków. Oprócz przywrócenia zakładanych przed poprawką posła Marka Suskiego 500 m, zaproponowano rozwiązanie, które zezwala na budowę elektrowni wiatrowej w jeszcze mniejszej odległości, jeżeli zostaną odpowiednie warunki. Mieszkańcy gminy, która wyrazi zgodę na postawienie wiatraków w pobliżu terenu zabudowanego, będą płacić niższe rachunki za energię. Dodatkowo nowela całkowicie znosi zakaz budowy budynków w pobliżu istniejących farm wiatrowych.

Ustawa utrzymuje zakaz budowy wiatraków na terenach parków narodowych, rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych i obszarów Natura 2000. Obowiązująca zasada 10H ma być zachowana w przypadku odległości od parków narodowych. W wypadku dystansu od rezerwatów przyrody przyjmuje się limit 500 m.

Posłowie odrzucili poprawki. Ustawa wiatrakowa czeka na podpis prezydenta

Niestety zaproponowane przez Senatorów poprawki, a przede wszystkim powrót do 500 m limitu odległościowego, nie spotkały się z akceptacją Sejmu. Bezwzględną większością głosów utrzymano korektę wniesioną przez PiS w ostatnich dniach prac sejmowych, co oznacza, że w ustawie utrzymano 700 m.

Większości głosów nie uzyskały także inne poprawki, m.in ta o umożliwieniu zmniejszenia odległości minimalnej za zgodą mieszkańców. Posłowie przyjęli tylko cztery propozycje zmian wniesionych przez Senat, jednak z zastrzeżeniem do redakcji.

Nowa ustawa wiatrakowa zakłada, że decyzja o budowie farmy wiatrowej będzie podejmowana przez władze i mieszkańców gmin. Czynnikiem istotnym dla określania odległości farm wiatrowych będą wyniki tzw. strategicznej oceny oddziaływania na środowisko (SOOŚ). Dokument zakłada również, że wykupywanie udziałów w farmie wiatrowej przez wirtualnych prosumentów.

W takim kształcie ustawa wiatrakowa trafi do Kancelarii Prezydenckiej w oczekiwaniu na ostateczną decyzję. Zgodnie z kompetencjami, jakie posiada prezydent, Andrzej Duda może ją podpisać, zawetować lub odesłać do Trybunału Konstytucyjnego.

Miało być 500 m, wyszło jak zawsze 

Oficjalny, długo konsultowany i zaakceptowany plan nowelizacji ustawy odległościowej utrzymywany przez ostatni czas zakładał zmianę granicy 10H na 500 m. Jednak tuż przed głosowaniem w Sejmie niespodziewanie przyjęto poprawę wniesioną przez posła Marka Suskiego. W konsekwencji minimalną odległość wiatraka od zabudowy wydłużono o 200m. 

Czy to niewielka zmiana? Nie do końca. Urban Consulting przeanalizowało, że ta poprawka może zablokować aż 84% planów przygotowanych pod elektrownie wiatrowe. Oznacza to, że niektóre z województw, m.in. śląskie i małopolskie, będą musiały pożegnać się z tanią energią z wiatru na najbliższe lata i rozpocząć plany budowy farm wiatrowych od nowa. 

Wynika to z faktu, że duża część projektów była sporządzana z uwzględnieniem minimalnej odległości 500 m, która kiedyś była dobrą praktyką – czytamy w analizie. Cała praca związana z przebadaniem środowiskowym, podpisaniem umów dzierżaw i uzyskaną akceptacją społeczną ląduje właśnie w śmietniku.

Ta ustawa to bubel prawny. Wiele gmin miało już przygotowane plany zagospodarowania przestrzennego pod farmy wiatrowe. Ten projekt ustawy powoduje, że już przygotowane projekty budowy farm będą musiały być przygotowane jeszcze raz, co przedłuży cały proces o 8 do 10 lat. Skutkiem będzie brak rozwoju lądowej energetyki wiatrowej w Polsceuważa Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Elektrowni Wiatrowej.

Jeśli zaproponowana przez rząd ustawa wiatrakowa dopuści odległość minimalnych 700 metrów, do 2030 roku powstaną co najwyżej 4 GW nowych mocy wiatrowych na lądzie. Granica 500 m gwarantowała nawet 22 GW nowej mocy, ponieważ pozwalała na 25-krotnie większą dostępność terenów pod farmy wiatrowe. 

Odejście od zasady 500 m oznacza istotne zmniejszenie możliwości inwestycyjnych w nowe źródła wiatrowe – każdy metr zwiększenia tej odległości to nieproporcjonalnie większe ograniczenie potencjalnych lokalizacji – to oznacza brak możliwości budowy silnego polskiego przemysłu, nowych, innowacyjnych miejsc pracy, a także oznacza dalsze uzależnienie polskiej energetyki od importu paliwdodaje Janusz Gajowiecki. 

Czy 700 m wystarczy, aby odblokować środki unijne? 

Aż 35,4 mld euro unijnych pieniędzy przeznaczonych na odbudowę po COVID-19 leży na stole i czeka, aż Polska spełni warunki Unii Europejskiej dla odblokowania środków. Zadanie jest proste – niezależne sądy i zielona energia. Liberalizacja jeden z najbardziej restrykcyjnych ustaw dot. form wiatrowych miała być podstawą dla wznowienia Krajowego Planu Odbudowy.

O ile ustawa wiatrakowa zakładająca minimalna odległość 500 m mogła okazać się wystarczającym argumentem dla Komisji Europejskiej, 700 m nie spełnia tych samych obietnic.

Potencjał farm wiatrowych w Polsce 

Gdyby ustawa odległościowa zostałaby zaakceptowana przed ostatnią, kontrowersyjną poprawką nowe farmy wiatrowe mogłyby zagwarantować do 2030:

  • 70-133 mld zł przyrostu PKB,
  • 490-935 mln zł dodatkowych wpływów do samorządów,
  • ok. 80 mld zł zamówień na produkty i usługi w łańcuchu dostaw,
  • 51 do 97 tys. nowych miejsc pracy.

To wyniki analizy Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej i Instytutu Jagiellońskiego pt. „Krajowy łańcuch dostaw w lądowej energetyce wiatrowej”. 

Liberalizacja 10H oznacza także 14 mld zł oszczędności w cenach energii dla polskich przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w najbliższych latach. Należy podkreślić, że to strategiczna decyzja w obliczu dramatycznie wysokich cen energii – farmy wiatrowe na lądzie to najtańsze źródło energii, które najszybciej może obniżyć rachunki za prąd polskich rodzin. Rozwój lądowych farm wiatrowych w Polsce ma olbrzymi wpływ na PKB, rynek pracy i sytuację zakładów produkcyjnych. Realizacja tego typu projektów zwiększy aktywność polskich firm działających w łańcuchu dostaw. Inwestycje w energetykę wiatrową to nie tylko czysta energia, ale również wymierne korzyści dla budżetu państwa i budżetów lokalnych samorządówtłumaczy Prezes PSEW.

W maju 2022 roku łączna moc zainstalowana wszystkich źródeł energii elektrycznej w Polsce wyniosła 57,8 GW (energetyka konwencjonalna i OZE), z tego 19,7 GW to odnawialne źródła energii (34%). Moc zainstalowana z elektrowni wiatrowych to 7276,5 MW. W Polsce znajduje się ponad 50 farm wiatrowych. A mogłoby ich być więcej, gdyby nie ustawa, która w 2016 roku zablokowała ich rozwój.

Źródło: psew.pl, euractiv.com, senat.gov.pl

Fot. główna: Canva 

Artykuł stanowi utwór w rozumieniu Ustawy 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wszelkie prawa autorskie przysługują swiatoze.pl. Dalsze rozpowszechnianie utworu możliwe tylko za zgodą redakcji.