OZE produkują już 24% całkowitej energii elektrycznej świata

Od ponad 20 lat mamy do czynienia z ciągłym wzrostem mocy zainstalowanej w odnawialnych źródłach energii. Początkowo postrzegane były jako drogie i mało wydaje, jednak przyjazne dla środowiska. Obecnie często konkurencyjne cenowo, uczestniczą przy wytwarzania sporej części prądu. OZE produkują już 24% całkowitej energii elektrycznej świata. Według EIA, ponad 17% całkowitych światowych wydatków na energetykę lokowane jest właśnie tutaj.

Mimo, iż znaczenie inwestycji w nie rośnie, to ciągle przegrywają na tym polu z konwencjonalnymi źródłami – aż 55% środków przeznaczonych na światową energetykę przeznaczane jest na badania i wydobycie węgla, gazu czy ropy naftowej. Na szczęście tendencje się odwracają – z roku na rok strumień pieniędzy płynący do paliw kopalnych uszczupla się (w 2014 było to 62 %), natomiast w przypadku ekologicznej energetyki umacnia (2014 – 16%).

Jedynie 23% inwestycji w energetykę to produkcja prądu. Widać tutaj bardzo dużą rolę OZE – aż 70% funduszy przeznaczonych na generację prądu elektrycznego to inwestycja w odnawialne źródła energii (16% z 23%). Jedynie 8% wydatków kierowane jest na wytwarzanie ciepła. Jak jednak rzecz wygląda w kwestii poszczególnych ekologicznych źródeł?

Niekwestionowanym liderem jest energetyka wiatrowa (głównie offshore), która pochłonęła w 2015 roku 35% funduszy OZE, produkując 38% całkowitej energii wytworzonej przy ich udziale. To właśnie w tym sektorze zauważyć można najszybszy spadek kosztów wytwarzania prądu elektrycznego, który nawet obecnie znajduje się na atrakcyjnym poziomie. Morskie farmy są w stanie oddać dużo energii za relatywnie małe pieniądze. Dodatkową zaletą jest sprzyjająca polityka państw, które są liderami w tej dziedzinie – Chin, USA i Niemiec.

Inwestycje w fotowoltaice zostały przesłonięte przez offshore. O ile w 2011 roku stanowiły one znaczną większość, to obecnie ustawiły się na pozycji 35% całych wydatków na OZE, wytwarzając 15% prądu. Winna jest temu w pewnym sensie Europa – o ile inwestycje w Chinach i Japonii osiągnęły maksimum wszechczasów (jedynie w tych dwóch krajach wydatki na fotowoltaikę osiągnęły 50% nakładów światowych), to stary kontynent wypadł poniżej prognoz.

Elektrownie wodne trzymają się nieźle – wydatki na nie to 20% inwestycji w OZE; generują jedną trzecią prądu, na dodatek w przewidywalny sposób. Ich budowa wiąże się jednak z dużym jednorazowym wydatkiem, ponadto wymagają specyficznych uwarunkować środowiskowych.

Wielkim plusem jest gigantyczny wzrost wydatków na magazynowanie energii w skali świata  – od 2010 roku nakłady na ten cel zwiększyły się dziesięciokrotnie. Wygląda na to, że inwestorzy zauważyli, że znacznie taniej jest zbudować urządzenia przechowujące, niż stawiać kolejne obiekty energotwórcze. Tutaj także prognozowany jest najszybszy wzrost w następnych latach.