Czy elektrownie atomowe naprawdę są bezemisyjne?

energia atomowa

Raport dotyczący ekonomii sektora atomowego, porównujący ją z energią pochodzącą z wiatru pokazał, jak tani jest prąd pochodzący z OZE w porównaniu z uznawanymi dotychczas za najtańsze źródło energii – elektrowniami jądrowymi.

Raport ten wywołał w Wielkiej Brytanii spore poruszenie, poniżej prezentuje szereg komentarzy do artykułu na ten temat, jaki ukazał się 14 września w the Guardian. Pochodzą one od uznanych specjalistów z branży energetycznej, opowiadających się za różnymi rozwiązaniami.

David Blackburn – Stowarzyszenie UK and Ireland Nuclear Free Authorities

Całkowicie zgadzam się z opublikowanym artykułem – elektrownie atomowe są coraz mniej opłacalne z roku na rok. Prawdziwy jest także kryzys w zakresie dofinansowania sektora OZE w Wielkiej Brytanii. Kraj ten potrzebuje desperacko nowego pomysłu na system dofinansowania zielonych źródeł energii, aby zmaksymalizować zysk dla wszystkich. Szczególnie nawołuję do ponownego wprowadzenia taryf gwarantowanych, jako najlepszego sposobu dofinansowania sektora OZE. Dodatkowo konieczne jest wspieranie budownictwa pasywnego, ograniczenia emisji związków węgla i wspomaganie systemów zwiększania wydajności energetycznej.

O ile dramatyczna redukcja kosztów energii pochodzącej z morskich systemów wiatrowych jest bardzo dobrym znakiem, to jedynie poprawa wsparcia dla energetyki zdecentralizowanej, systemów zbierania energii pływów i fal oraz wsparcie dla systemów PV i lądowych elektrowni wiatrowych pozwoli zmienić nasz krajobraz energetyczny.

Dr David Lowry – analityk z Institute for Resource and Security Studies w Cambridge w stanie Massachusetts w Stanach Zjednoczonych

Opublikowany ostatnio artykuł zawiera wiele silnych argumentów, jednakże nie skupia się dość mocno na kwestiach związanych z bezpieczeństwem czy narażeniem elektrowni atomowej na ataki terrorystyczne. W artykule możemy przeczytać, że te zagrożenia są ekonomicznie usprawiedliwiane faktem, że siłownie jądrowe charakteryzują się zerową emisją przy jednoczesnym ciągłym i stabilnym dostarczaniu energii elektrycznej. Niestety, nie jest to prawda.

Nie jest trudno wskazać, że elektrownie atomowe nie są tak stabilnym źródłem energii, jak chcemy o nich myśleć. Z uwagi na częste przestoje – niektóre planowane, inne nie – muszą być one wsparte innymi źródłami energii, bardzo często opierającymi się na spalaniu paliw kopalnych. Planowane wyłączenia siłowni w celach konserwacji i bieżących napraw to jedno, jednakże drugą kwestią jest bardzo zachowawcze podejście do wszelakich awarii – nawet najdelikatniejsze przesłanki, że coś jest nie tak, powodują wyłączenie jednej bądź wielu elektrowni. Na przykład w Japonii, po katastrofalnej awarii reaktora w Fukushimie w roku 2011, wszystkie 54 reaktory w tym kraju zostały wyłączone na wiele lat, stając się jedynie obciążeniem dla systemu energetycznego i zamrożonymi aktywami.

Takie myślenie o elektrowniach atomowych ma długą tradycję. Przywołać można np. artykuły z Guardiana z 2005 roku, które twierdziły, że elektrownie atomowe nie pociągają za sobą emisji takiej, jak systemy wykorzystujące paliwa kopalne.

Już w 2005 roku, po tamtym artykule, wskazywałem, że cały łańcuch dostaw paliwa do elektrowni atomowych jest daleki od osiągnięcia zerowej emisji. Osoby zainteresowane wspieraniem energetyki atomowej chętnie pomijają ten aspekt, ale niestety prezentowanie energetyki atomowej jako pozbawionej emisji nie jest bliskie prawdzie. Czas sprostować to niebezpieczne niedomówienie.

David Hayes – były członek Centralnego Biura ds. Generacji Energii w Bristolu.

Przyzwyczajeni jesteśmy, że prąd dostępny jest w naszych gniazdkach zawsze, na nasze zawołanie. Przyzwyczajenie to będzie jeszcze silniejsze, gdy spopularyzują się samochody elektryczne, które będą wymagać nieprzerwanego, codziennego ładowania akumulatorów.

Konieczne jest posiadanie w systemie stabilnych źródeł energii elektrycznej, które nie zależą np. od pogody. Eliminuje to systemy PV i wiatrowe jako jedyne źródło prądu. Wsparcie ich systemami magazynowania energii, na odpowiednio wielką skalę, jest mrzonką. Elektrownie atomowe są automatycznie nasuwającym się rozwiązaniem.

Zamiast jednakże budować elektrownia atomowe według przestarzałych technologii warto rozważyć wykorzystanie systemu CANDU, opracowanego przez Kanadyjczyków. Elektrownie takie działają zasilane dowolnym paliwem rozszczepialnym i wykorzystują ciężką wodę jako moderator. Do jej uzyskiwania nie są potrzebne szczególne źródła – można ją uzyskiwać z rafinacji zwykłej wody w systemach, które można zasilać ze źródeł odnawialnych, takich jak elektrownie pływowe czy wiatrowe. W ten sposób, de facto, można by „przechowywać” energię elektryczną w postaci zapasów ciężkiej wody dla elektrowni atomowej.

Dr Fred Starr – Londyn

Artykuł opublikowany niedawno zaznacza różnicę w kosztach pomiędzy elektrownią atomową a wiatrową jako podstawową, istotną różnicę. Uważam, że nie jest to najważniejsza kwestia na jakiej warto się skupiać. Kluczowym aspektem jest użyteczność w kontekście niezawodnego dostarczania energii elektrycznej.

Bazowe obciążenie elektrowni atomowej nie może się zmieniać w czasie jej pracy, co oznacza, że siłownia taka nie może w elastyczny sposób odpowiadać na zmiany zapotrzebowania w ciągu doby. Fluktuacje zapotrzebowania na energie są ogromne – w szczytowych momentach dnia zużywa się dwa razy tyle energii elektrycznej co w środku nocy, gdy zapotrzebowanie jest najmniejsze. W związku z tym w ciągu dnia systemy atomowe muszą być wsparte elektrowniami gazowymi i węglowymi, tak samo (czy nawet bardziej) jak wsparte muszą być elektrownie wiatrowe i słoneczne.

I tyle, jeśli chodzi o zupełną bezemisyjność elektrowni atomowych. Taka sytuacja powoduje, że być może na stałe jesteśmy zamknięci w pułapce konieczności produkcji gazów cieplarnianych.

Previous Article

Enel wybuduje elektrownię wiatrową zasilającą serwerownie Facebooka

Next Article

Niskie taryfy w Indiach problemem dla producentów turbin wiatrowych

Dodaj komentarz